13 kwietnia, 2017

Czy to jeszcze przyjaźń, czy to już kochanie? (Chłopak z sąsiedztwa - Kasie West)

Autor: Kasie West
Wydawnictwo: Feeria Young
Ilość stron: 350

„Ponieważ to tutaj jest jak sen. Nie musi być prawdziwe. Wydaje się niemal, że unosimy się tuż za granicą świadomości, mogąc mówić wszystko, cokolwiek zechcemy, a rankiem, jak to bywa ze snami, ten stan się powoli rozwiewa.To tak, jakbyś ty spał teraz w swoim łóżku tam na górze, ja zaś w moim, a tę rozmowę toczyła nasza podświadomość.”



Lubię od czasu do czasu obejrzeć typowy obyczajowy film dla nastolatek, w którym z góry zapewniony jest happy end, a fabuła opiera się głównie na romansie, przyjaźni i rodzinnych perypetiach. Takie historie potrafią niezwykle zrelaksować, poprawić nastrój i dostarczyć rozrywki w nudny wieczór. Przeczytałam ostatnio książkę, której fabuła znakomicie wpisuje się w takie właśnie klimaty i mogłaby się fantastycznie spisać jako scenariusz filmowy. Mowa oczywiście o „Chłopaku z sąsiedztwa” Kasie West, czyli powieści niezwykle lekkiej, przyjemnej i optymistycznej - idealnej na poprawę humoru.

Główną bohaterką jest szesnastoletnia Charlie Reynolds, która wychowywała się bez matki, ale za to w towarzystwie ojca policjanta i trzech starszych braci. Ten fakt z pewnością przyczynił się do tego, że dziewczyna jest chłopczycą - nie nosi makijażu, nie zna się na modzie ani kosmetykach, ubiera się w duże bluzy i obszarpane dżinsy, uwielbia sport, nie umawia się na randki, a także często zakłada się z braćmi o różne szalone rzeczy, których inna dziewczyna nie zrobiłaby z taką łatwością. Pewnego dnia Charlie jest jednak zmuszona do dokonania kilku zmian w swoim dotychczasowym życiu. Kiedy dostaje kolejny mandat za przekroczenie prędkości, ojciec każe jej pójść do pracy i samej go spłacić. Dziewczyna znajduje zatrudnienie w butiku z ubraniami, wiąże się to jednak z lekką zmianą wizerunku. Charlie zaczyna niejako żyć w dwóch światach i ma coraz więcej tajemnic. W pełni otwiera się tylko przed swoim sąsiadem Bradenem, którego zna od dwunastu lat i traktuje jak czwartego brata, podczas ich z początku spontanicznych nocnych spotkań przy płocie... Ale czy to na pewno tylko przyjaźń?

Jak widać, fabuła nie jest ani skomplikowana, ani jakoś wyjątkowo bogata w wątki - całość kręci się wokół Charlie i jej codzienności, a więc mamy do czynienia z prozaicznymi problemami dorastającej dziewczyny. Pojawia się pierwsza miłość, pierwsza praca, nawiązywanie nowych znajomości i przyjaźni, a także relacje rodzinne i związane z nimi wątpliwości i tajemnice. Charlie to dziewczyna, która ledwo pamięta swoją matkę, ponieważ miała zaledwie sześć lat, kiedy ta zginęła w wypadku. W powieści pojawia się wątek dotyczący właśnie ich relacji, tego jak główna bohaterka usiłuje dowiedzieć się czegoś więcej na temat rodzica i odkrywa pewne tajemnice z przeszłości. Kasie West zgrabnie wplata w fabułę ten element dramatyczny, przykry dla wielu postaci, tak, że nie jest on infantylny i dodaje więcej realizmu całej historii.

Bohaterów „Chłopaka z sąsiedztwa” wprost nie da się nie polubić. Cała rodzina Reynoldsów, włączając w to Bradena, jest wykreowana świetnie, a wzajemnych relacji można jej członkom pozazdrościć. Bracia Charlie dodają historii mnóstwa humoru, a każdy z nich jest niezwykle czarujący i troskliwy. Rozwój relacji dziewczyny z Bradenem można natomiast przewidzieć od początku, bo sam tytuł jest już sugestywny. Mimo, że jeszcze na początku powieści łączą go z Charlie czysto przyjacielskie stosunki, to z czasem czytelnik jest w stanie zauważyć sygnały zarówno u jednego, jak i drugiego bohatera, że chcieliby czegoś więcej. Ich nocne rozmowy to wątek, który bardzo urozmaica fabułę i nadaje jej charakterystycznego, wyjątkowego smaczku.

„Chłopak z sąsiedztwa” to powieść dosyć schematyczna i przewidywalna, jednak napisana w taki sposób, że absorbuje całą uwagę czytelnika. Czyta się lekko i przyjemnie, a historia z uroczym wątkiem romantycznym i wspaniałym letnim klimatem w tle znakomicie sprawdzi się na wieczorny relaks po pracy, czy szkole. Polecam serdecznie szczególnie młodzieży, bo to do tej grupy odbiorców skierowana jest ta książka. Myślę, że każda nastolatka znajdzie w Charlie cząstkę siebie, a w całej historii wątki, które odnoszą się do jej codziennych problemów.

Tekst jest oficjalną recenzją dla portalu LubimyCzytać :)

11 kwietnia, 2017

Ukryta Łowczyni - Danielle L. Jensen

Autor: Danielle L. Jensen
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 512

„Jeśli świat spłonie, to ty będziesz miała krew na rękach.”

RECENZJA ZAWIERA SPOILERY DLA OSÓB, KTÓRE NIE CZYTAŁY PIERWSZEGO TOMU




„Trylogia klątwy” to bardzo popularna i świetnie odbierana przez czytelników trzytomowa historia o ludzkiej dziewczynie porwanej przez trolle. Moja przygoda z nią rozpoczęła się kilka tygodni temu, kiedy miałam okazję przeczytać „Porwaną pieśniarkę” i zauroczyłam się już od pierwszych stron. Nic więc dziwnego, że czym prędzej sięgnęłam po kolejną część serii - „Ukrytą łowczynię”. 

Wydarzenia w książce rozgrywają się bezpośrednio po tych kończących „Porwaną pieśniarkę”. Cécile udało się uciec z Trollus, niestety bez ukochanego Tristana. Trafia ona w ciężkim stanie do domu, gdzie zostaje uzdrowiona przez babkę. Zaczyna występować na scenach w Trianon i rozwija karierę pod okiem swojej matki Genevieve. Wydawałoby się, że wszystko wróciło do jak najlepszego porządku i dziewczyna może zapomnieć o swojej przygodzie związanej z porwaniem przez trolle - nic bardziej mylnego. Cécile wciąż jest związana ze swoim mężem i doskonale czuje to co dzieje się z nim w Trollus. Doznaje on wielkiego cierpienia i poniżenia, a ona nie jest w stanie tego znieść. Zawiera układ z ojcem Tristana, królem trolli, który poprawia sytuację jej ukochanego, ale jednocześnie obciąża ją wielkim obowiązkiem. Ma ona bowiem za zadanie odnalezienie Anushki, czarownicy, która rzuciła na trolle klątwę, aby nie mogły przeniknąć do ludzkiego świata. Cécile wdaje się w bardzo niebezpieczną intrygę i na szali stoi nie tylko uratowanie Trollus, ale także życie jej i jej bliskich. Czy podoła zadaniu?

„Niektóre kary są gorsze od śmierci.” 

Tak jak w pierwszym tomie trylogii można było zachwycić się kreacją pięknego, a zarazem mrocznego miasta Trollus, tak tutaj prym wiedzie Kotlina, Trianon i Pigalle, czyli miejscowości zamieszkane przez ludzi i utrzymane w bardzo przyjemnym, równie baśniowym klimacie. Danielle L. Jensen pokazuje czytelnikowi krajobrazy bajkowe, magiczne, przywodzące na myśl bajki z dzieciństwa. Mamy zamki, wielkie teatry, piękne zielone lasy, wiejskie chatki i mroczne miasteczko, w którym mieszka czarownica. Na takim właśnie baśniowym tle rozgrywa się historia jeszcze bardziej niebezpieczna i przepełniona intrygami niż ta zawarta w „Porwanej pieśniarce”. Fabuła niemal w całości opiera się na poszukiwaniu Anushki, a temu zadaniu towarzyszy mnóstwo pomniejszych, bardzo ciekawych wątków. Czytelnik coraz więcej dowiaduje się na temat trolli, ich magii i systemu, panującego w ich królestwie. Pod nieobecność Cécile w Trollus dzieje się wiele złych rzeczy i władza monarchii zaczyna stopniowo podupadać. Wśród trolli, podobnie jak i wśród ludzi, są osobniki z dobrymi i złymi zamiarami. Dziewczyna stoi więc przed sporym dylematem jeśli chodzi o sprowadzenie Anushki, bo jej śmierć uwolniłaby wszystkie te istoty i umożliwiła im powrót do ludzkiego świata. 

Czytelnik wraz z główną bohaterką kalkuluje wszystkie za i przeciw, a bardzo pomaga mu w tym dwutorowy sposób prowadzenia narracji. Tak samo, jak w „Porwanej pieśniarce” poznajemy historię z perspektywy Cécile i Tristana, co jest w tym tomie o tyle bardziej przydatne, że postaci te znajdują się w zupełnie innych miejscach - ona w świecie ludzi, on w świecie trolli. Mamy więc możliwość śledzenia równolegle monotonnej codzienności Cécile, a później jej postępów w poszukiwaniach czarownicy i cierpień uwięzionego Tristana, a później jego życia w Trollus pod czujnym okiem ojca i jego obserwacji niszczejącego społeczeństwa trolli. Taki zabieg umożliwia czytelnikowi również wgląd w przemyślenia obydwu postaci i ich uczucia, co w wielkim stopniu wpływa na odbiór emocjonalny książki. Łatwo jest polubić głównych bohaterów, więc z równie dużą łatwością przychodzi kibicowanie im w dążeniu do szczęścia i przeżywanie wraz z nimi wzlotów i upadków. Wątek romantyczny w tej części nie został bowiem zapomniany, a w dalszym ciągu się rozwija. Nie jest go absolutnie za dużo, nie przyćmiewa innych wątków, a bardzo fajnie je dopełnia. 

„Kocham cię - szepnęłam. - Wiem, że mi nie wolno. Wiem, że nie powinnam, ale nic na to nie poradzę.” 

„Ukryta łowczyni” to bardzo udana kontynuacja „Porwanej pieśniarki”. Lektura może nie jest niesamowicie absorbująca i fascynująca już od pierwszych stron, jednak historia stopniowo się rozwija i w pewnym momencie czytelnik nie jest już w stanie oderwać się od książki. Fabuła została poprowadzona w bardzo fajny sposób, a niektóre wątki rozwinęły się tak, że nie wymyśliłabym tego lepiej. Danielle L. Jensen ma mnóstwo świetnych pomysłów i po raz kolejny zakończyła swoją książkę w taki sposób, że nie mogę już doczekać się sięgnięcia po kolejny tom! Jeśli jeszcze nie znacie tej serii, to gorąco zachęcam i zapewniam kilka godzin świetnej rozrywki. 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Galeria Książki

03 kwietnia, 2017

Rainbow Rowell i powieść fantastyczna (Nie poddawaj się - Rainbow Rowell)

Autor: Rainbow Rowell
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Ilość stron: 512

„- Jesteś cholerną klęską żywiołową, Snow. Nie mógłbyś być gorszym popaprańcem.
Próbuje mnie pocałować, ale tym razem się cofam.
- I tobie się to podoba?
- Ogromnie - odpowiada.
- Dlaczego?
- Bo do siebie pasujemy.”

Rainbow Rowell to pisarka, której twórczość spotyka się ze sprzecznymi opiniami wśród czytelników. Jedni ją uwielbiają, inni wręcz przeciwnie, jednak jakie by te opinie nie były, to na pewno przynoszą jej dużą popularność i tym samym zachęcają coraz więcej osób do sięgnięcia po jej książki. Ja sama byłam bardzo ciekawa, jak ta autorka pisze i całkiem niedawno miałam okazję się o tym przekonać na podstawie jej najnowszej książki wydanej w Polsce, a mianowicie „Nie poddawaj się”.

Głównym bohaterem powieści jest Simon Snow - czarodziej, adept Szkoły Czarodziejów w Watford, który w momencie rozpoczęcia akcji przygotowuje się do ostatniego roku nauki. Ma osiemnaście lat, jest sierotą, a wakacje spędza co roku w innym domu dziecka. Jest znany przez niemal cały czarodziejski świat, bo według przepowiedni jest Wybrańcem, który ma pokonać złego Szarobura. Mimo, że z zaklęciami nie radzi sobie najlepiej, to jego moc jest faktycznie bardzo wielka. W Watford czuje się jak w domu - tam ma przyjaciółkę, dziewczynę i Maga, którego traktuje jak ojca. Ten ostatni rok nauki nie jest jednak dla niego sielankowy - jego współlokator Baz nie pojawia się przez długi czas w szkole, w jego związku z Agathą nie układa się najlepiej, a Mag sugeruje mu odejście ze szkoły dla jego bezpieczeństwa. W powietrzu czuć nadchodzące niebezpieczeństwo, a drobne ataki goblinów i zniknięcie Baza to tylko zapowiedź tego, co ma się wydarzyć.

Już na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo fabuła zainspirowana jest serią o Harrym Potterze. Mamy młodego czarodzieja, który jest sierotą, Szarobura, który pod wieloma względami przypomina Voldemorta, Baza, który jest jak lustrzane odbicie Draco Malfoya, Penelope, będącą swoistą hybrydą Hermiony i Rona, a także wątek Wybrańca, który ma ocalić cały czarodziejski świat. Podobieństw jest naprawdę mnóstwo i mogą one zniechęcić czytelnika już na samym starcie. Do tej historii trzeba podejść z dużym dystansem i potraktować ją bardziej jako fanfiction, czy parodię znanej serii J.K.Rowling, a nie do końca jako powieść oryginalną, indywidualną, wnoszącą coś świeżego do literatury.

Książka podzielona jest na cztery części, przy czym każda kolejna jest lepsza od poprzedniej. Po ciężkim początku, w którym wspomniane już podobieństwa biją po oczach z niemal każdej strony, akcja nabiera stopniowo rozpędu i coraz bardziej odchodzi od historii, na której bazuje. Fabuła rozwija się w naprawdę interesującą stronę i pojawia się jeden z najciekawszych wątków całej powieści, a mianowicie homoseksualny związek pomiędzy Simonem i jednym z męskich bohaterów. Jest to dość kontrowersyjny romans, który dodaje całej historii polotu i jest bardzo fajnym odejściem od schematów, których Rainbow Rowell w tej książce zdecydowanie nadużyła.

Muszę przyznać, że pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki nie należało do najbardziej udanych. Powieść tę owszem czytało się lekko i szybko, a pewne wątki całkiem mnie zaciekawiły, jednak całość zrobiła na mnie przeciętne wrażenie. Bohaterowie są ciekawi i dobrze wykreowani, bardzo podobał mi się wątek miłosny i styl pisania autorki. Jednak większość wydarzeń w tej książce jest po prostu karykaturalna i tak przerysowana, że zamiast efektu rozbawienia, wywołała u mnie irytację. Ja się lekko zawiodłam, ale myślę, że dam jeszcze szansę Rainbow Rowell, choć niekoniecznie w fantastyce.

Tekst jest oficjalną recenzją dla portalu LubimyCzytać :)

18 marca, 2017

Magnus Chase i Bogowie Asgardu. Miecz Lata - Rick Riordan


Autor: Rick Riordan
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 520

„Mity to w istocie opowieści o prawdzie, o której zapomnieliśmy.” 





Wielu pisarzy w swoich utworach odwołuje się do znanych mitologii świata. Stanowią one w końcu ogromne źródła inspiracji, dające fantastyczne podstawy do budowania świata przedstawionego i intrygującej fabuły. Ja sama najczęściej spotykam się w książkach z elementami mitologii greckiej i nieco rzadziej rzymskiej. Ostatnio po raz pierwszy natknęłam się na mitologię nordycką - i co to było za spotkanie! Mam tu oczywiście na myśli powieść Ricka Riordana - „Magnus Chase i Bogowie Asgardu. Miecz Lata”, czyli pierwszy tom znakomicie zapowiadającej się serii tego poczytnego autora. 

Tytułowy bohater, Magnus Chase, jest dosyć nietypowym nastolatkiem. Nigdy nie poznał swojego ojca, a samotnie wychowująca go matka zginęła przed dwoma laty w okrutnych okolicznościach - do mieszkania jej i syna wpadły dwa groźne wilki i zamordowały kobietę, która poświęciła się, aby ratować Magnusa. Jemu udało się uciec i od tamtej pory mieszka na ulicy. Dzięki swojemu sprytowi i inteligencji całkiem nieźle sobie radzi, chociaż w jego życiu rządzi rutyna. Pewnego dnia ma się to jednak zmienić - Magnus dowiaduje się bowiem, że ktoś usilnie stara się go znaleźć. Tym człowiekiem okazuje się być wuj Randolph, przed którym matka zawsze ostrzegała chłopca. Magnus postanawia sprawdzić po co jest potrzebny krewnemu i tym samym pakuje się w spore kłopoty. Randolph zaczyna bredzić o skandynawskiej historii i domniemanym przeznaczeniu chłopaka. Brzmi to jak bełkot szaleńca, jednak Magnus szybko przekonuje się, że jego wuj miał rację. W jego życie wkracza magia i związane z nią niebezpieczeństwa, dzieją się rzeczy, których nie da się wytłumaczyć racjonalnie, a chłopiec ma przed sobą poważną misję - ocalić świat przed nadejściem Sądnego Dnia. 

„Niepotrzebnie zabity, niedobrze wybrany 
Bohater - Walhalli nie zamkną go ściany. 
W dziewięć dni na wschód słońcu powędrować pora, 
Zanim Miecz Lata z więzów uwolni potwora.” 

Rick Riordan to autor, który ma na swoim koncie już mnóstwo popularnych książek dla młodzieży, a w większości z nich dużą rolę odgrywa właśnie mitologia. „Magnus Chase i Bogowie Asgardu. Miecz Lata” to dla mnie pierwsze spotkanie z jego twórczością i wreszcie wiem skąd te wszystkie zachwyty czytelników - proza Riordana jest po prostu znakomita! Fabuła „Miecza Lata” jest wielowątkowa i mocno zakręcona - mamy podróżowanie na granicy życia i śmierci, walki z Ognistymi Olbrzymami, poszukiwanie atrybutów bogów, przeskakiwanie między dziewięcioma nordyckimi światami, czarowanie za pomocą run, konkursy krasnoludów, wspinaczkę po Drzewie Życia, starcie z ogromną, szaloną wiewiórą i lot na ogromnym ośmionożnym koniu. A to tylko kilka przykładów tego, co rozgrywa się na kartach tej powieści! Historia jest więc niezwykle bogata i barwna, a mimo to zachowuje spójność i logicznie łączy wszystkie wątki w jedną całość.

„Super. Moim tatą jest nieważny bóg, który hasa sobie po lasach. Zapewne odpadł wcześnie w ostatniej edycji Tańca z bogami.” 

Przyznam, że początek książki nie należy do najłatwiejszych i chwilkę zajmuje wdrożenie się w historię i przywyknięcie do jej szybkiego i dynamicznego tempa, jednak po kilkudziesięciu stronach problem znika i całym sobą wsiąka się w świat nastoletniego bohatera. Rick Riordan na tych kilkuset stronach przedstawia czytelnikowi przekrój niemal całej nordyckiej mitologii, zgrabnie wplatając jej postaci, czy inne elementy w fabułę. Nie brakuje mu przy tym wspaniałego poczucia humoru, które skradło moje serce i znacząco podniosło atrakcyjność tej historii w moich oczach. Kreacja bohaterów także robi niemałe wrażenie, bo każdy z nich jest nietypowy, kolorowy i ma w sobie coś wyjątkowego - nawet jeśli mówimy o postaciach drugoplanowych, mniej istotnych dla przebiegu fabuły.

„- Co to jest za zwierzę, które mam jeść?
Sam otarła usta wierzchem dłoni.
- Ma na imię Saehrimnir.
- Dobra, pierwsza sprawa: kto nazywa kolację? Nie mam ochoty wiedzieć, jak ma na imię moja kolacja. Ten ziemniak...
czy ten ziemniak ma na imię Steve?
Przewróciła oczami.
- Nie, głupku. To jest Phil. Steve to chleb.” 

„Miecz Lata” to dla mnie świetne rozpoczęcie przygody z twórczością Ricka Riordana i jednocześnie znakomity początek serii o przygodach nastoletniego Magnusa Chase'a. Powieść jest typowo rozrywkowa, według mnie skierowana do nastolatków i zdystansowanych dorosłych, nie bojących się rozbudowanych, szalonych, barwnych historii. Książka jest świetna na oderwanie się od rzeczywistości, a zarazem stanowi fajne źródło wiedzy o nordyckiej mitologii. A jak wiadomo, nie ma nic lepszego niż nauka przez rozrywkę, dodatkowo okraszoną wspaniałym humorem, dlatego serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tę powieść.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Galeria Książki

15 marca, 2017

PREMIEROWO: Syreny - Joseph Knox


Autor: Joseph Knox
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 440

„Ludzie mają wiele twarzy, ale nie tak łatwo je wszystkie dostrzec.”





Syreny zawsze kojarzyły mi się z fantastycznymi postaciami z bajek, czy mitów, które zamiast nóg posiadają rybi ogon, a zamiast płuc skrzela i żyją pod wodą. Te skojarzenia były bardzo pozytywne w porównaniu z nowymi, których dostarczył mi swoim debiutem Joseph Knox. W jego pierwszej powieści tytułowe Syreny to piękne, młode kobiety, które można spotkać w nocnych klubach. Nie przychodzą tam jednak szukać dobrej zabawy, czy znajomości, ale mają konkretne zadanie - sprzedają bilety do piekła, czyli heroinę i ecstasy.

W łaski Syren musi wkupić się detektyw Aiden Waits, który sam ma za sobą mroczną przeszłość. Przez swoje dawne błędy może stracić odznakę, a jedynym ratunkiem jest zostanie wtyczką wśród narkotykowych dilerów - co też czyni. Dodatkowym zadaniem okazuje się odszukanie zaginionej nastoletniej córki ważnego polityka, która ponoć znajduje się pod opieką Syren. Detektyw trafia do świata pięknych kobiet i brutalnej mafii, gdzie krok po kroku dochodzi do bardzo niewygodnej prawdy. 

„Zacząłem pracować na cmentarnej zmianie, mając romantyczną wizję nocnego życia, którą rzeczywistość szybko zweryfikowała. Nie wiedziałem o wampirach, dilerach wychodzących tylko nocą, i nie mógłbym wam nic powiedzieć o gangach - o tym, który co sprzedawał i jak można je było odróżnić. Bez trudu rozpoznawałem tylko ludzi śmiechu. Nazywano ich tak z powodu dwucentymetrowych blizn w kącikach ust. Okaleczali ich dilerzy, znakując w ten sposób tych, którzy spóźnili się z zapłatą albo za bardzo pyskowali.”

Joseph Knox umiejscowił akcję swojej powieści w Manchesterze, czyli mieście, w którym się wychowywał. Jego doświadczenie w pracy w lokalnych barach i pubach pozwoliło mu na poznanie ciemnej strony przemysłu owego miasta, co fantastycznie wykorzystał w swoim debiucie. „Syreny” to bowiem książka przepełniona mrocznym, ciężkim klimatem, tajemnicami i zagadkami, których czasami lepiej nie wyciągać na światło dzienne. To niecodzienny kryminał, zgłębiający świat dużych organizacji dilerskich, brutalnych porachunków między gangami, a także haniebnej i niebezpiecznej działalności klubów i barów.

Aiden Waits to postać od początku do końca bardzo zagadkowa dla czytelnika. Detektyw z mroczną przeszłością i skłonnością do używek, który poświęca cały swój czas na węszenie w bardzo niebezpiecznym środowisku. Mężczyzna wsiąka w ten świat całym sobą i poświęcając się dla sprawy, wielokrotnie mocno na tym cierpi. Autor ani przez moment go nie oszczędza, a mimo to, on zacięcie pakuje się w kolejne kłopoty. To postać tajemnicza, ale także wzbudzająca w czytelniku swego rodzaju podziw i szacunek, przez to jak wiele poświęca i jak sprytna i inteligentna się okazuje. Wywiązuje się również dobrze ze swojej roli detektywa, bo doprowadza sprawę do końca pomimo wielu pokus i ostrzeżeń.

„[...] sprzedawali najgorszy towar, jaki można sobie wyobrazić. Smołę. Wypalała ludzi od środka. Sutty mówił, że widział nawet ćpunów drążących jaskinie we własnym ciele. Otwierali sobie jedną żyłę w ręce i nie dopuszczali do tego, żeby rana się zagoiła. Skóra wokół wypiętrzała się jak rozdziawione, wydęte usta.”

„Syreny” to dla mnie pierwsze spotkanie z kryminałem urban noir i jednocześnie bardzo udane. Było to dla mnie coś nowego, świeżego i bardzo intrygującego. Tutaj głównej roli nie odgrywa po prostu zaginięcie młodej dziewczyny, ale na pierwszy plan wysuwa się mroczny obraz miejskiego półświatka, w którym rządzą potężni dilerzy, rozprowadzający swój towar za pośrednictwem pięknych kobiet. Nie jest to książka łatwa i przyjemna, bo zawiera mnóstwo scen okrutnych, brutalnych i wręcz ohydnych, ale mimo to stanowi znakomitą rozrywkę i potrafi porwać czytelnika. Styl Knoxa jest ciekawy, akcja bardzo dynamiczna, a fabuła zajmująca. Polecam serdecznie i niecierpliwie czekam na kolejne książki autora. 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Otwartym

11 marca, 2017

Za zamkniętymi drzwiami - B.A. Paris


Autor: B.A. Paris
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 304

Perfekcyjna para?
Doskonałe małżeństwo?
Czy IDEALNE KŁAMSTWO?





Dzieci mają bardzo rozległą wyobraźnię i potrafią uroić sobie wiele niemożliwych rzeczy - jak choćby osławionego potwora pod łóżkiem, czy duchy z opowieści swoich kolegów i koleżanek. Ja również taka byłam i tak samo bałam się postaci, których sylwetki rysowały się tylko i wyłącznie w mojej głowie. Dorośli powtarzali mi wówczas, że nie należy bać się zmarłych, ale żywych. Wtedy nie mogłam tego pojąć, bo zjawy, czy żywe trupy z filmów i innych źródeł wydawały mi się najstraszniejszym koszmarem. Z czasem jednak zaczęłam rozumieć, co te słowa tak naprawdę oznaczają i jak bardzo odzwierciedlają rzeczywistość. Bo choć jest to absurdalne i przerażające, to faktycznie największymi potworami są ludzie. I niestety często bywa tak, że potrafią ukrywać swoją prawdziwą naturę, na którą nabrać potrafi się nie tylko ufne dziecko, ale także człowiek dorosły.

W powieści „Za zamkniętymi drzwiami” na początku poznajemy pewne małżeństwo - Jacka i Grace, których związek wydaje się być idealny. Mają oni przepiękny dom, Jack jest cenionym prawnikiem, Grace pełni rolę gospodyni domowej, a w towarzystwie para nie odstępuje się na krok. Można by pomyśleć, że łączy ich tak wyjątkowo silna więź, że wprost nie mogą się od siebie oderwać, jednak są rzeczy, które budzą wątpliwości odnośnie ich perfekcyjnego wizerunku. Grace przyrządza wspaniałe wystawne kolacje dla wspólnych przyjaciół jej i Jacka, ale pomimo jej talentu kulinarnego, nie widać, żeby spędzała w kuchni dużo czasu, bo jest wręcz wychudzona. Zaproszeń na lunch z koleżankami odmawia, nie zjawia się w umówionym miejscu, bądź przychodzi razem z Jackiem. Nigdzie nie porusza się samodzielnie, a we wszystkich oknach na parterze widnieją kraty. Jak tak naprawdę wygląda małżeństwo głównych bohaterów? Co dzieje się za zamkniętymi drzwiami?

„Odwróciłam się, by ukryć łzy wstydu i upokorzenia. Nie mogłam pogodzić się z myślą, że jego uroda tak bardzo kontrastuje ze szpetotą jego duszy. Skoro potrafił oszukać mnie, sprawić, bym choć na chwilę zapomniała o wszystkim, co o nim wiem, to jak zdołam kiedykolwiek przekonać innych ludzi, że jest wilkiem w owczej skórze?”

Już po samym opisie fabuły książki możemy się domyślić, że historia będzie mroczna i trudna do przełknięcia dla wrażliwych czytelników. Nie sposób się z tym nie zgodzić po lekturze. Na początku powieści rysuje się obraz idealnego małżeństwa, kochającego, pełnego troski i kompromisów. Wszystko wydaje się być tak perfekcyjne, że aż niemożliwe - i faktycznie, coś w tym jest. Już od pierwszych stron czuć atmosferę niepokoju, sztuczności, czuć, że coś wisi w powietrzu. B.A.Paris znakomicie stopniuje napięcie, prowadząc czytelnika na przemian przez rozdziały dotyczące teraźniejszości i te opowiadające o przeszłości, kiedy Grace dopiero co poznawała Jacka. Powieść jest na tyle absorbująca i ciekawa, że nie sposób się od niej choćby na chwilę oderwać, bo czuje się wręcz obowiązek bycia przy głównej bohaterce i poznania w całości jej tragicznej historii.

Wątków jest tutaj mało, a główny filar fabuły stanowi właśnie sytuacja Grace i to, jak zmieniał się jej związek z Jackiem. Jest to na tyle interesująca sprawa, że ów minimalizm w całej historii jest całkowicie im plus. „Czasem mniej znaczy więcej” ma w tej powieści swoje odzwierciedlenie. B.A. Paris skonstruowała fantastyczną intrygę, której finał zrobił na mnie niemałe wrażenie. Rozwiązania wątków są błyskotliwe, portrety psychologiczne postaci barwne i bogate, a całość niezwykle spójna i logiczna, przez co ciężko uwierzyć, że ta książka jest debiutem. A samo zakończenie było dla mnie niezwykle emocjonalne i wzruszające.

„Za zamkniętymi drzwiami” to powieść świetna w swoim gatunku. Jestem pewna, że nie raz i nie dwa do niej wrócę i zazdroszczę wszystkim, którzy jeszcze tej historii nie poznali i mają szansę przeżywać ją „na świeżo”. To nie tylko książka rozrywkowa, o wciągającej fabule i nietuzinkowej intrydze, ale także źródło wiedzy, refleksji i historia niosąca ze sobą bardzo istotny morał. Mówi on o tym, żeby bacznie przyglądać się ludziom dookoła i nie być obojętnym na rzeczy, które budzą naszą wątpliwość, czy niepokój. Zawsze powinniśmy w jakiś sposób postarać się pomóc, jeśli tylko jest to możliwe. Sami często kierujemy się emocjami w osobistych relacjach i nie zawsze potrafimy wyczuć drugiego człowieka, a co za tym idzie, może on okazać się kimś zupełnie innym, co zostanie z czasem zweryfikowane przez życie. Łatwo popełnić taki błąd jak Grace, dlatego warto mieć się na baczności, ale przede wszystkim nie być głuchym na krzywdę innych.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros

07 marca, 2017

Inspirująca historia młodej władczyni (Pieśń królowej - Elizabeth Chadwick)

Autor: Elizabeth Chadwick
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 448

„Uśmiech Alienor nie sięgnął oczu, bo „wszystko” jest mieczem obosiecznym. Mieć wszystko to mieć znacznie więcej do stracenia.”



Bardzo cenię sobie książki, które potrafią mnie zainspirować i wpłynąć w pewnym stopniu na moje poglądy. Taką właśnie lekturą okazała się „Pieśń królowej”, która opowiada o losach Eleonory Akwitańskiej - kobiety niezwykle silnej, mądrej i wykształconej, która pozostawiła po sobie znaczący ślad na kartach historii. Jej postać budzi mnóstwo emocji i stanowi wzór dla wielu kobiet późniejszych epok - od teraz także i dla mnie.

Alienor poznajemy kiedy ma trzynaście lat - jest więc jeszcze dziewczynką, ale w bardzo niedalekiej przyszłości ma zostać królową. Jej ojciec w 1137 roku umiera, a ona zostaje zmuszona do poślubienia następnego króla Francji - Ludwika - chłopca zaledwie dwa lata starszego od niej. Alienor musi błyskawicznie dojrzeć do roli żony i władczyni, co okazuje się zadaniem tym trudniejszym, że jej mąż okazuje się być niezwykle podatnym na wpływy, lekko niezrównoważonym i dewocyjnie pobożnym mężczyzną. Jej najważniejszym zadaniem staje się urodzenie dziedzica. Nie pomaga jej w tym brak wsparcia ze strony małżonka i pobłażliwe spojrzenia dworzan po kolejnych nieudanych próbach. Alienor nie zapomina w tym wszystkim o własnych marzeniach i aspiracjach, a także nieustannie dba o dobro swojej ojczystej Akwitanii.

„Pieśń królowej” to obejmująca kilkanaście lat historia kobiety niezwykłej, obdarzonej wielkim hartem ducha, odwagą oraz niezwykłą determinacją i sprytem. Postać Eleonory przedstawiona przez Elizabeth Chadwick robi niemałe wrażenie na czytelniku, a jej losy poznaje się z rosnącą ciekawością. Autorka barwnie i obrazowo oddała ówczesną epokę, w efektowny sposób urozmaiciła historię wieloma wątkami, obfitującymi w dworskie flirty i intrygi. Przeszłość ciągle i niezmiennie fascynuje ludzi, a ukazana w taki sposób - ciekawie, z polotem, okraszona sekretami i zgłębiająca codzienność jednej z najbardziej wpływowych postaci swojej epoki - stanowi fantastyczne źródło wiedzy, a zarazem rozrywki. Elizabeth Chadwick pisze bardzo przyjemnym stylem, który łączy w sobie przystępność z niezwykłą płynnością i emocjonalnością. Autorka ma wielki dar opowiadania historii, przez co jest ona łatwa w odbiorze i jednocześnie znakomicie zachowuje klimat epoki.

Sylwetki bohaterów są w całości stworzone na podstawie rzetelnych źródeł historycznych, dlatego zachowują swoją autentyczność. Autorka nie tylko realistycznie oddaje wygląd i charakter postaci, ale dodatkowo odsłania przed czytelnikiem mało znane fakty z ich życia. Z zainteresowaniem śledzimy losy młodej królowej, to, jak dojrzewa do swojej roli, jak radzi sobie z problemami małżeńskimi i jak stara się ze wszystkich sił spełnić swoje zadanie urodzenia dziedzica. Elizabeth Chadwick wprowadza czytelnika w świat surowej polityki, często niesprawiedliwych osądów i wyzutych z uczuć małżeństw. Pod wieloma względami nie jest to lektura łatwa, bo wielokrotnie czytelnik odczuwa wewnętrzny sprzeciw, dotyczący zasad i przekonań, panujących w tamtych czasach. Z drugiej jednak strony jest to też pozytywna powieść o niezwykłej kobiecej sile, determinacji i heroizmie.

„Pieśń królowej” to powieść, która z pewnością okaże się inspirującą lekturą dla wielu kobiet. Postać Eleonory Akwitańskiej okazała się być jeszcze ciekawszą dzięki kreacji stworzonej przez Elizabeth Chadwick i naprawdę warto zapoznać się z jej historią. Pozwólcie przenieść się autorce do dwunastego wieku i w niezwykle przyjemny sposób poznać kolejną kartę historii - nie zawiedziecie się.

Tekst jest oficjalną recenzją dla portalu LubimyCzytać :)