30 lipca, 2012

Coś na Progu #2/2012 + konkurs!



Autor: Clive Barker, Łukasz Śmigiel, Paweł Pollak, Howard Phillips Lovecraft, Mort Castle, Algernon Blackwood, Marcin Wroński, Jack Ketchum, Clark Ashton Smith, Marcin Rusnak, Bartosz Czartoryski, Mateusz Pitulski, Redakcja magazynu Coś na progu
Wydawnictwo: Dobre Historie
Ilość stron: 106





WSTĘP
Coś na Progu to wydawane we Wrocławiu czasopismo poświęcone kryminałowi, grozie, fantastyce i opowieściom niesamowitym. Dziś omówię drugi numer [maj-czerwiec], od którego zaczęła się moja przygoda z "Cosiem". Zapraszam do lektury.

TEMATY NUMERU
Pierwszy artykuł to ciekawy esej Clive Barker'a opowiadający o Edgarze Allanie Poe. Tej osobistości chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, a Barker w swoim tekście ukazuje swój własny stosunek do pisarza grozy. Dalej widnieje Wiek pary, wiek lęku Szymona Stoczka, dość obszerny artykuł, w którym autor omawia pojęcie steampunku, a przy tym podaje wiele tytułów ciekawych książek właśnie o tej tematyce. Bardzo przydatny artykuł dla osób poznających dopiero steampunk i dla czytelników szukających dobrej lektury w tym klimacie. W Dualizm i demony duszy, czyli fantastyka młodej Polski Joanna Kułakowska pisze o tym, jak w naszym kraju rozwijała się literatura fantastyczna. Ten tekst podobał mi się mniej, jednak nie powiem, że nie jest ciekawy. Dalej mamy Steampunk - dźwięki wiktoriańskiej pary Mateusza Wacyra. Świetny artykuł przedstawiający zespoły tworzące muzykę w klimacie steampunku. Znalazła się nawet jedna grupa z Polski, co jest bardzo miłą wzmianką. Następnie Paweł Klimczak opowiada o Ray'u Bradbur'ym i jego twórczości, a Kamil Dachnij o modzie na retro. Podobnie jak wcześniejsze teksty, są interesujące i warte uwagi. Dalej widnieje artykuł, który mi bardzo przypadł do gustu i jest jednym z moich ulubionych. Opowiada o Jimie Hensonie - twórcy znanych Muppetów i Ulicy sezamkowej. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie interesowałam się tym artystą, jednak Norbert Nowak ogromnie zaciekawił mnie swoim tekstem i nabrałam ochoty na zapoznanie się z resztą dzieł Hensona. Kolejny tekst mówi o intrygującej komiksowej postaci - Vampirelli, która zyskała sobie wielu fanów, lecz niestety nie zaistniała jeszcze w Polsce. Ostatnim tematem z okładki jest Algernon Balrkwood przebłysk wyższej prawdy, w którym to Mateusz Kopacz przedstawia nam tego wybitnego autora horroru.

PROZA I POEZJA
Ten dział od początku interesował mnie najbardziej. Spodziewałam się ciekawych, przyjemnych opowiadań i takowe otrzymałam. Na pierwszy ogień poszedł Martwy dziki zachód Jacka Ketchuma. Z twórczością tego autora miałam przyjemność spotkać się jakiś czas temu z pomocą zbioru opowiadań Królestwo spokoju, które zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. A jak wypadło nowe opowiadanie Ketchuma? Spodobało mi się raczej średnio, odniosłam wrażenie, że jest nie do końca dopracowane. Inaczej natomiast stało się w przypadku opowiadania Algernona Blackwooda Nawiedzona wyspa. Tekst ten ma genialny klimat i choć fabuła jest dość banalna, naprawdę mi się podobało. Warto zauważyć, że w ogóle nie ma w nim dialogów, a jedynie narrację pierwszoosobową, dzięki czemu mamy lepszy "dostęp" do emocji głównego bohatera. Co jest smutne, Blackwood jest mało znany w Polsce, a jednak jest świetnym autorem i cieszę się, że redakcja czasopisma przetłumaczyła dla czytelników jedno z jego opowiadań. Kolejnym opowiadaniem, tym razem polskiego autora Marcina Rusnaka, jest Niezwykłe śledztwo doktora Junga. Lekkie, intrygujące czytadło, typowo kryminalne. Ostatnim tekstem jest Perfekcjonista Pawła Pollaka utrzymany w konwencji poprzedniego opowiadania. Miło się czyta i choć fabuła też tutaj jest dość banalna, warto się z nim zapoznać.

STREFA KRYMINAŁU
Kolejny dział Cosia rozpoczynają artykuły Renaty Łukaszewskiej i Agnieszki Papaj, które poświęcone są historycznym kryminałom. Dalej mamy bardzo ciekawy tekst o Sherlocku Holmesie, w którym mamy okazję dowiedzieć się co nieco o samej postaci, jak i różnych związanych z nią zagadnieniach, oraz świetny artykuł Zofii Kalety o kradzieżach sztuki. Zwieńczeniem strefy kryminału jest wywiad kryminalny z medykami sądowymi.   

VARIA & INNE
Powoli zbliżamy się do końca, jednak na uwagę zasługuje jeszcze kilka świetnych tekstów, które dumnie zdobią stronice Cosia. Pierwszym z nich jest artykuł Ady Struś, w którym autorka pisze o zagadkowej śmierci Poe'go - ciekawy temat i wykonanie. Kolejne jest Mroczne dominium Bentleya Przemysława pieniążka, które okazało się tak ciekawe, że zachęciło mnie do sięgnięcia po twórczość wspomnianego Bentleya. Intrygujące fabuły, świeże pomysły - szkoda, że u nas wydano jedynie kilka książek Little'a. Na koniec znajdziemy jeszcze recenzję gry planszowej Znak Starszych Bogów, felietony Marcina Wrońskiego i Bartosza Czartoryskiego, esej Morta Castle, który przekazuje swoje rozważania na temat grozy i krótki, aczkolwiek dobry komiks Krzysztofa Chalika.

PODSUMOWUJĄC
Coś na Progu zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Czasopismo ma ponad sto stron, także lektura całości troszeczkę zajmuje, jednak jak najbardziej warto. Jak widać zresztą po recenzji, tekstów jest bardzo dużo, a każdy jest ciekawy i warty uwagi. Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na genialną oprawę graficzną, która przejawia się zarówno na okładce, jak i na stronicach pisma. Każdy z artykułów okraszony jest miłymi dla oka zdjęciami, obrazkami, a ogólna prezentacja robi świetne wrażenie. No cóż, nie zostaje mi nic innego, jak jeszcze raz polecić Wam Coś na Progu.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania magazynu dziękuję Wydawnictwu Dobre historie!

***
Wznowiony konkurs, w którym do wygrania wyżej zrecenzowany magazyn!

Regulamin konkursu:
 1.  Organizatorem konkursu jestem ja oraz Wydawnictwo Dobre historie. 
 2. Konkurs trwa od 30.07.2012 r. do 30.08.2012 r. włącznie. Macie cały miesiąc :)
 3. Zadanie konkursowe:
a) W związku z tym iż drugi numer Cosia traktuje w dużej mierze o steampunku, Waszym zadaniem jest wykonać dowolną pracę związaną z tym nurtem. Opowiadanie, felieton, rysunek, zdjęcie, pracę graficzną, wiersz, piosenkę, co tylko chcecie! Daję Wam wolną rękę. Wygra praca, która będzie oryginalna i spodoba się mojej skromnej osobie ... :)))
5. a) Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest umieszczenie podlinkowanego bannerka na swoim blogu. Osoby nieposiadające swojej strony są zwolnione z tego obowiązku.
b) Będzie mi bardzo miło, jeśli zostaniecie obserwatorami bloga, jednak absolutnie nie jest to konieczne.
 4. Prace wysyłamy na e-mail: angelika_paterak@interia.pl w tytule wpisując "KONURS Z COSIEM". Wiadomości o innym tytule nie będą brane pod uwagę. Do wiadomości z pracą proszę o dołączenie linku do bloga, na którym widnieje bannerek.
5. Uczestnikiem może być każdy mieszkający na terenie Polski. Nie wysyłam paczki za granicę.
 6. Zwycięzcę ogłoszę na blogu dzień po zakończeniu konkursu, a także prześlę do niego mail z informacją o wygranej. Jeżeli w ciągu tygodnia nie otrzymam danych do wysyłki, nagroda przejdzie do osoby, której praca była najlepsza jako druga.
 7. Do zdobycia jest jeden egzemplarz czasopisma "Coś na Progu" wraz z zakładką i przypinką ufundowane przez Wydawnictwo Dobre Historie.
 8. Nagroda zostanie przesłana do tygodnia po otrzymaniu danych do wysyłki.

Zapraszam serdecznie do licznego udziału! :)

***
Jutro wyjeżdżam na troszkę w góry z rodzinką i wracam prawdopodobnie w piątek. Mam nadzieję, że pogoda będzie na tyle dobra, żeby swobodnie pospacerować ;) Kiedy wrócę nadrobię zaległości w czytaniu, komentowaniu i pisaniu pewnie też :D Na pewno dodam też stosik, który od początku wakacji uzbierał się spory.
Ściskam,
Angela

26 lipca, 2012

Ucieczka znad rozlewiska - Katarzyna Zyskowska-Ignaciak


Autor: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 286

Wszyscy marzą o przeprowadzce na prowincję. Tak, ja też utwierdzałam się w tym przekonaniu.Czytałam o kobietach budujących drewniane domki w urokliwych zakątkach i dziedziczących romantyczne dworki wśród sosen. Co z tego, że dworek okazywał się ruiną, a romantycznym bohaterkom deszczówka lała się na głowę?




Katarzyna Zyskowska-Ignaciak to autorka kilku powieści obyczajowych. Jest absolwentką marketingu oraz dziennikarstwa, lecz w odniesieniu sukcesu w obu tych dziedzinach przeszkodziło jej przyjście na świat pewnego młodego człowieka. Ku uciesze mojej i z pewnością wielu innych czytelników, Pani Kasia zajęła się pisaniem. Aktualnie mieszka w Warszawie, choć jak twierdzi, woli odludne miejsca. Kocha podróże, wieczory najchętniej spędza w towarzystwie skandynawskiego kina, a poranki na wsłuchiwaniu się w portowy śpiew want i salingów. Ucieczka znad rozlewiska jest już czwartą jej powieścią. Do tej pory nie miałam styczności z twórczością tej autorki, jednak lubię książki obyczajowe, więc prędko zabrałam się za lekturę.

Frania Melzer to niespełna trzydziestoletnia kobieta, która ma już po uszy znajomego, sennego Kazimierza. Źle rozmawia jej się z matką, która jest równie uparta jak ona, a i w narzeczonym coś jej nie pasuje. W jednej chwili postanawia zmienić całą swoją przyszłość. Perspektywa spokojnego życia w rodzinnym miasteczku z przewidywalnym do bólu mężczyzną nie jest jej wymarzoną. W dniu swojego ślubu, Franka ucieka sprzed ołtarza i niewiele się zastanawiając wyjeżdża do Warszawy, gdzie zaczyna wszystko od nowa.  

Ucieczka znad rozlewiska to przyjemna i ciepła obyczajówka, idealna na letnie popołudnia. Autorka świetnie operuje piórem, tworzy zabawne dialogi i barwne opisy, które niesamowicie oddziałują na wyobraźnię czytelnika. Samo przedstawienie Warszawy, czy spokojnego Kazimierza robi wrażenie. Bardzo spodobały mi się także opisy potraw, jakie przyrządzała Frania. Od samego czytania miałam na nie wielką ochotę! Dialogi to również mocna strona książki. Wszechobecny jest tutaj humor, który towarzyszy Frani na każdym kroku i widać to właśnie głównie w rozmowach.

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak potrafi pisać na tyle ciekawie, że bardzo szybko wciąga czytelnika i nie pozwala odejść bez poznania zakończenia. Czytając, czujemy się jakbyśmy uczestniczyli we wszystkich wydarzeniach, a nie tylko obserwowali je z dystansu. W książce mamy zastosowaną narrację pierwszoosobową, prowadzoną z punktu widzenia Franki, dzięki czemu łatwo jest wczuć się w jej sytuację, a także zwyczajnie ją polubić. A Frania jest przesympatyczną postacią! To osoba z fantastycznym podejściem do życia i wielkimi zasobami energii. Jest świetnym przykładem tego, że w życiu warto podążać za marzeniami.

Ucieczka znad rozlewiska to książka, którą warto przeczytać. Może i nie jest lekturą najwyższych lotów, jednak jej prostota i lekkość sprawiają, że czyta się ją o wiele przyjemniej niż niektóre z tych lepszych pozycji. To wspaniała lektura na lato, która umila czas i poprawia humor. Polecam ją przede wszystkim miłośniczkom tego typu lektur, ale też osobom, które polską literaturę omijają szerokim łukiem - naprawdę warto się przemóc i dać szansę naszym rodakom! Pani Kasia zyskała sobie we mnie fankę i z pewnością jeszcze nie raz sięgnę po jej twórczość. 

Moja ocena: 7.5/10

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia! 

Książkę można nabyć w korzystnej cenie w księgarniach:
FONT polska księgarnia
Gandalf

25 lipca, 2012

PREMIEROWO: Ani żadnej rzeczy... - PM Nowak

Recenzja bierze udział w konkursie Syndykatu ZwB.  

Autor: PM Nowak
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 350

„Bała się, jednak się bała. I była całkiem sama. Kot zniknął, chyba pod sofą, telefon był daleko, w przedpokoju. A przecież wszystko wskazywało na to, że będzie to zupełnie zwyczajne popołudnie...”

Dziś premiera! 25/07/2012





PM Nowak to językoznawca, repatriant, tłumacz. Po latach tułaczki po świecie zamieszkał na warszawskiej Ochocie, by w pełni poświęcić się pisaniu. Ani żadnej rzeczy… to jego debiut powieściowy otwierający serię kryminałów o komisarzu Zakrzeńskim i prokuratorze Wilku. Przyznam, że mam mieszane uczucia co do debiutów. Owszem, zdarzało sie i tak, że niektóre z nich powalały mnie na kolana, ale spotkałam się również z takimi, po których nie miałam już ochoty na dalsze spotkania z twórczością autora. A jak jest w przypadku książki PM Nowaka?

Pewnego spokojnego popołudnia, w willi w Podkowie Leśnej ginie Katarzyna Cebulska. Policja po wkroczeniu na miejsce zbrodni, znajduje ciało kobiety obwiązane taśmą, a obok zdjęty ze ściany obraz. Okazuje się, że kobieta zmarła od strzału w głowę. Sprawa zostaje przydzielona Jackowi Zakrzeńskiemu z Komendy Stołecznej Policji, który tym razem ma pracować w towarzystwie dość niedoświadczonego prokuratora - Kacpra Wilka. Zakrzeńskie ma ochotę na jak najszybsze przeprowadzenie śledztwa i wyjaśnienie sprawy, jednak okazuje się to trudniejsze niż przypuszczał. Tym bardziej, że główny podejrzany ma naprawdę solidne alibi. Jak rozwinie się sprawa? Czy ten specyficzny duet zdoła rozwikłać zagadkę?

Kryminał to gatunek jaki dopiero tak naprawdę poznaję, a książka PM Nowaka utwierdziła mnie w przekonaniu, że to coś dla mnie. Intrygi, śledztwa, tajemnicze morderstwa - lubię takie historie, byleby i wykonanie było ciekawe. Autor Ani żadnej rzeczy… pomysł miał dość oklepany, bo już wiele razy przez książki przejawiał się schemat zamordowanej we własnym domu ofiary i policyjnego śledztwa, aczkolwiek wprowadził kilka świeżych motywów i powstała całkiem przyjemna powieść sensacyjna.

PM Nowak pisze przyjemnym językiem, dzięki czemu książkę czyta się bezproblemowo i w przyzwoitym tempie. Co prawda w niektórych momentach historia się dłuży i miało by sie ochotę przeskoczyć kilka stron, lecz zaraz pojawia się jakiś ważniejszy i ciekawszy wątek, także można "przeboleć" te nużące kawałki, by w pełni poznać cały przebieg śledztwa. A powiem, że naprawdę warto dotrwać do końca. Możliwe, że już w trakcie lektury domyślicie się, kto jest tym tajemniczym zabójcą, bo wielkiej nieprzewidywalności tutaj nie ma. Może i pod tym względem książka Nowaka nie powala, jednak ma wiele innych zalet, o których warto jeszcze wspomnieć.

Bohaterowie to ogromny pozytyw tego kryminału. Na pierwszym planie mamy duet złożony z komisarza Zakrzeńskiego i prawnika Wilka. Na pierwszy rzut okaz można by powiedzieć, że dobrali się jak anioł z diabłem, a jednak udało im się wspólnymi siłami rozwikłać zagadkę. Zakrzeński to stanowczy facet, który lubi konkrety, a Wilk sprawia wrażenie potulnego baranka, który nie bardzo wie jak się w tym wszystkim odnaleźć. Tutaj od początku pojawia się pytanie: dlaczego właśnie on został przydzielony do tej sprawy? No cóż, okazuje się, że prawnik kryje w sobie więcej dobrego niż moglibyśmy się domyślać.

Ani żadnej rzeczy… PM Nowaka to dobry kryminał. Może nie jest to wybitne dzieło, lecz czy każde musi takie być? Nieraz w książkach spotkamy się z świetną nieustającą akcją, nieprzewidywalnością, pięknym językiem, czy ciekawym stylem. A tutaj? Tutaj spotkamy cudownych bohaterów i uważam, że to właśnie dla nich warto dać szansę tej książce. Polecam serdecznie.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki przed premierą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!





Książkę można nabyć w korzystnej cenie w księgarniach:
FONT polska księgarnia
Gandalf

24 lipca, 2012

Potem - Rosamund Lupton

Recenzja bierze udział w konkursie Syndykatu ZwB.  

Autor: Rosamund Lupton
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 400


„Miłość nie może opuścić ciała, bo nie ono jest jej domem.”








Po świetnej Siostrze Rosamund Lupton postanowiłam sięgnąć po kolejną jej powieść, tym razem Potem. Złożyły się na to dwa czynniki. Prócz tego, że zostałam fanką autorki, do tej książki zachęciła mnie okładka. Jest śliczna, subtelna i przyciąga wzrok. Przedstawia młodą dziewczynę w spódnicy o intensywnej czerwonej barwie, która biegnie, a może ucieka? Klimat wprowadza ciekawa i przyciągająca oko kolorystyka, gdyż użyte zostały tutaj odcienie czerni, bieli, szarości oraz akcenty o wcześniej wspomnianym odcieniu czerwieni. Zachęcona, zabrałam się za lekturę. I jak? Wciągnęłam się momentalnie!

Jest lato, piękna pogoda i właśnie zbliżają się urodziny Adama - najmłodszego członka rodziny Covey'ów. Malec wraz z najbliższymi z niecierpliwością wyczekuje tego dnia. Kiedy wreszcie on nadchodzi, Adds od początku jest źle nastawiony. Tego dnia w szkole mają odbyć się zawody na świeżym powietrzu, a chłopiec nie przepada za tego typu zabawami. Przekonany przez mamę, postanawia jednak udać się na zajęcia. Na szczęście każdy kto pracuje, czy też uczy się w szkole, wie o urodzinach malca, także jest on traktowany ulgowo. Dodatkowo w ten wyjątkowy dzień, ma prawo przynieść do szkoły tort, by móc poczęstować smakołykiem inne dzieci. W urodziny Adama, wraz z nim do szkoły przybywa jego mama Grace oraz siostra Jenny, która tego roku pracuje jako asystentka nauczyciela. W dniu zawodów zajmuje stanowisko szkolnej pielęgniarki, w razie gdyby któreś z dzieci potrzebowało medycznej opieki. Pechem jest, że jej gabinet znajduje się na ostatnim piętrze budynku. Właśnie w tym felernym dniu, w szkole wybucha pożar. Natychmiast rozlega się alarm, a nauczycielki wybiegają ze szkoły prowadząc najmłodsze dzieciaki. W tej samej chwili Grace orientuje się, że w środku nadal przebywa Jenny. Natychmiast biegnie jej na pomoc nie zważając na swoje bezpieczeństwo. Czy Grace uda się uratować córkę i jednocześnie siebie samą?

Książka rozpoczyna się intrygującym prologiem, po którym po prostu nie da się odłożyć książki, lecz z zaciekawieniem brnie się do przodu. Niestety na wyjaśnienia trzeba trochę poczekać. Od początku lektury nurtuje nas cała masa pytań na temat zakończenia, jednak po drodze do rozwiązania zagadki czeka nas mnóstwo zakrętów i ślepych uliczek. Trasa jest trudna do przebycia, a jednak Rosamund potrafi na tyle ciekawie prowadzić czytelnika, że choć w pewnych momentach mamy już dość niedopowiedzeń i chcemy odłożyć książkę na półkę lub, co gorsza, zajrzeć na ostatnią stronę, czytamy dalej . Autorka po raz kolejny zaskakuje genialnie skonstruowaną fabułą, dzięki czemu niczego nie możemy być pewni. Lupton wodzi czytelnika za nos, nie pozwalając na ziszczenie żadnego domysłu! Całą historię pożaru poznajemy od końca. Ogólny jej zarys pojawia się już w pierwszym rozdziale, jednak im dalej się zagłębiamy, tym więcej odkrywamy szczegółów. 

Autorka dokładnie przemyślała nie tylko fabułę, ale i bohaterów. Jest tutaj sporo postaci, a każda z nich odgrywa mniej lub bardziej istotną rolę w całej sprawie. Narratorką jest Grace, kobieta darząca swoje dzieci bezgraniczną miłością. Jej narracja ma styl listu kierowanego do jej męża, w którym przekazuje mnóstwo emocji. Z takim sposobem pisania spotykam się już drugi raz i przyznaję, że coraz bardziej się do niego przekonuję. Mam wtedy okazję wczuć się w rolę osoby, do której adresowane są słowa głównej bohaterki i w jakimś stopniu się z nią utożsamić. 

Ciekawym urozmaiceniem powieści jest fakt, że dusze Grace i Jenny po wypadku wydostają się z ciał i podobnie jak duchy mają możliwość obserwacji wszystkiego wokół, bez możliwości kontaktowania się z ludźmi. A że na kilka dni we dwie przebywają jedynie w swoim towarzystwie, pogłębia się ich więź. Nareszcie mają okazję porozmawiać, wyjaśnić sobie pewne niedomówienia i podjąć wspólne decyzje, które niestety nie zawsze są proste. Przedstawienie relacji między matką, a córką bardzo mi się spodobało. Autorzy często ukazują postać nastoletniej dziewczyny jako buntowniczki, która uważa rodziców za osoby niesprawiedliwe, na siłę każące jej się podporządkować. Lupton stworzyła siedemnastolatkę, dla której matka jest jak przyjaciółka i która dojrzała do tego by zrozumieć jaką wartość ma rodzina. Oby takich bohaterek było więcej. 

Potem zrobiło na mnie niemałe wrażenie. Spodziewałam się czegoś idącego bardziej w stronę ciekawej intrygi okraszonej atmosferą grozy, a zamiast tego otrzymałam świetny thriller psychologiczny, uderzający ogromną dawką emocji. Niesamowite i bardzo trafne połączenie. Naprawdę polecam!


Moja ocena: 9/10

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Świat Książki!




Książkę można nabyć w korzystnej cenie w księgarniach:
FONT polska księgarnia
Gandalf

22 lipca, 2012

Chwilowe zawieszenie konkursu z "Cosiem"...

Witajcie,
Chwilowo zawieszam konkurs, w którym można wygrać "Coś na progu", gdyż dowiedziałam się, że podobne działania są karane prawnie*. Niebawem konkurs powróci, jednakże muszę pomyśleć nad nieco innym jego przeprowadzeniem. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie.

Angela

*Zapraszam do zapoznania się z wywiadem.


14 lipca, 2012

Siostra - Rosamund Lupton

Recenzja bierze udział w konkursie Syndykatu ZwB.  



Autor: Rosamund Lupton
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 320

„Mówi się o przyjaźni, że to najszlachetniejsze uczucie między ludźmi. Szlachetniejsze niż miłość, bo ta, bądź co bądź, bazuje przede wszystkim na instynkcie rozrodczym. Szlachetniejsze niż związki krwi, łączące nas z osobami, których nie możemy sobie wybierać.”



Rosamund Lupton studiowała literaturę angielską na Uniwersytecie Camridge. Zanim została pisarką, pisała oryginalne scenariusze do filmów. Zdobyła na tym gruncie kilka osiągnięć. Aktualnie mieszka w Londynie z mężem, dwojgiem dzieci oraz wielkim kotem. Siostra to jej pierwsza książka, która podbiła serca czytelników i w 2010 roku była najlepiej sprzedającym się debiutem brytyjskiej autorki. Jak wiadomo, trudno napisać debiut, który oczaruje czytelnika, zaskoczy oryginalnością i nie pozwoli zapomnieć mu nazwiska autora. Cóż, przyznaję, że pani Lupton się to udało.

Beatrice to młoda, spokojna kobieta, która bardzo ceni sobie poukładane życie. Ma dobrą pracę, mężczyznę, z którym wiąże resztę życia i wsparcie w ukochanej młodszej siostrze. Ta z kolei jest roztrzepana, pełna energii i mimo że czasami brak jej środków utrzymania, jest szczęśliwa. Dwa odmienne charaktery, dwie odrębne dusze, a jednak są sobie ogromnie bliskie. Któregoś dnia Beatrice odbiera telefon od mamy i dowiaduje się, że jej młodsza siostra zaginęła. Przejęta zaistniałą sytuacją, pakuje się i wyjeżdża do Londynu by tam wszcząć poszukiwania. Po jakimś czasie okazuje się, że Tess znaleziono martwą. Policja, rodzina, prawie każdy zakłada, że kobieta popełniła samobójstwo. Ale nie Beatrice. Ona jedyna na tyle dobrze zna swoją siostrę, by wiedzieć, że życie miało dla niej ogromne znaczenie i nigdy dobrowolnie by z niego nie zrezygnowała. Osoby prowadzące śledztwo są jednak przekonani iż Tess miała psychozę poporodową spowodowaną utratą dziecka i że była na tyle zrozpaczona, że postanowiła ze sobą skończyć. Beatrice utrzymuje jednak przy swoim i za wszelką cenę stara się odkryć zagadkę morderstwa.

Siostra jest powieścią dość osobliwą. Z jednej strony wciąga niesamowicie i zachłannie przewraca się kolejne kartki, a z drugiej strony czyta się dość powoli i ciężko. Możliwe, że spowodowane jest to stylem, w jaki pisze autorka, bo całość stworzona jest na wzór długiego listu skierowanego do Tess, czy też może masą emocji, które wypełniają stronice. W narracji Beatrice da się odczuć wielki smutek, tęsknotę i troskę, które cały czas w niej tkwią. Mimo tego, że jest pogrążona w rozpaczy, zdeterminowana dąży do wyznaczonego sobie celu. Postawa głównej bohaterki jest pięknym przykładem tego, że można dokonać wielkich rzeczy, jeśli się kogoś naprawdę kocha.

Mimo wcześniej wspomnianych trudności, książkę czyta się przyjemnie. Ma swój specyficzny klimat, jednak jest on jak najbardziej odpowiedni do tego typu książki. Dobry thriller powinien mieć dobrze skonstruowaną intrygę i być nieprzewidywalny, a z tym autorka poradziła sobie fenomenalnie. Jej powieść pełna jest zwrotów akcji, posiada dobrze wyważone tempo, a także jest bardzo dynamiczna. Fabuła jest dopracowana w każdym calu, a w pełni zdajemy sobie z tego sprawę już u kresu powieści, gdzie poznajemy rozwiązanie zagadki. A jakże nietypowe rozwiązanie! Zakończenie jest zdecydowanie bardzo silną stroną tej książki i sądzę, że zaskoczy każdego.

Należy zwrócić uwagę na prześliczną oprawę graficzną. Czarnobiała okładka z karmazynowymi akcentami przyciąga uwagę, a miękka prawa oraz przyjemna dla oka czcionka pozwalają na bezproblemowe zanurzenie się w lekturze. Książka pięknie prezentuje się na półce!

Podsumowując. Rosamund Lupton ma na swoim koncie naprawdę udany debiut i mam nadzieję, że jeszcze nie raz uda mi się zetknąć z jej twórczością. Widać, że autorka potrafi świetnie konstruować fabułę, stopniować napięcie i grać emocjami czytelnika. Siostra to doskonały thriller, który niejednokrotnie zachwyca. Polecam!


Moja ocena: 8/10

Za udostępnienie egzemplazra do recenzji dziękuję ślicznie Wydawnictwu Świat Książki!




Książkę można nabyć w korzystnej cenie w księgarniach:

13 lipca, 2012

Nefilim - Thomas E. Sniegoski



Autor: Thomas E. Sniegoski
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 320


„Być pewnym wszystkiego (...) to musi być rozkosz.”





Thomas E. Sniegoski jest dość znaną postacią wśród miłośników fantastyki. W jego dorobku znajdują się między innymi opowieści o Punisherze, Wolverine, Batmanie, figuruje również jako współtwórca jednego z tomów o Hellboyu. Dziś zaprezentuję pierwszą część tetralogii Upadli jego autorstwa – Nefilim. Jako że lubuję się w czytadłach fantastycznych, a wcześniej nie miałam do czynienia z twórczością Sniegoskiego, postanowiłam zmienić to za pomocą tej książki.

Aaron jest nastoletnim chłopakiem, który nie ma rodziców. Wychowuje się w rodzinie zastępczej pod opieką przemiłych ludzi, Lori i Toma, kochających go jak własnego syna. Aaron pomaga przybranym rodzicom w opiece nad swoim bratem Stevem, chorym na autyzm. Ostatnim już członkiem rodziny jest wierny i oddany labrador o wdzięcznym imieniu Gabriel. W noc przed swoimi osiemnastymi urodzinami Aaron zaczyna miewać koszmarne sny, w których widzi pole bitwy i słyszy łopot wielkich, przesłaniających niebo skrzydeł. Jakiś czas później chłopak zaczyna rozumieć obce języki, a także sprawnie się nimi posługiwać. Wywołany ostatnimi zdarzeniami chaos w jego głowie zostaje spotęgowany przez miłość do szkolnej piękności, Vilmie. Aaron jest totalnie zagubiony i gdy już próbuje wszystko sobie ułożyć, dowiaduje się jeszcze kilku istotnych rzeczy, które na dobre mogą zmienić jego życie.

Pod kątem fabuły Nefilim prezentuje się bardzo dobrze. Autor wpadł na ciekawy pomysł: ukazał z bliska świat anielski, a także same postaci Aniołów. W wykreowanym przez siebie świecie podzielił ich na dwie kategorie: piękne istoty z wielkimi rozłożystymi skrzydłami i Upadłe Anioły, czyli tak zwanych Grigorich, których wygnano z Raju i skazano na zwyczajne życie na Ziemi. Dodatkowo w powieści pojawiają się Nefilimowie, czyli półkrwi anioły. Sniegoski przedstawił te postaci jako dzieci śmiertelniczki i anioła. Nie są oni akceptowani przez Potęgi, które uważają czyn swych anielskich braci za haniebny i są przekonane, że na świecie stworzonym przez Boga nie ma miejsca dla tych istot. Autor świetnie wykreował fantastycznych bohaterów – są oni miłą odmianą w dobie dzisiejszej mody na wampiry.

Nefilim to książka, którą można spokojnie przeczytać w jeden, dwa wieczory. Dobre wrażenie robi prolog, budzący niepokój i na tyle tajemniczy, że zachęca do dalszej lektury. Tempo akcji jest wystarczająco szybkie, by czytelnik się nie nudził, a jednocześnie na tyle spokojne, by łatwo można było połapać się w wydarzeniach. Co prawda nie mogę powiedzieć, że ta historia jest rozbudowana i wielowątkowa, bo tak naprawdę to prosta, spójna opowieść, w której wszystko kręci się wokół jednego wątku dotyczącego przeznaczenia Aarona.

Mamy tutaj do czynienia z narracją trzecioosobową. Powieść napisana jest prostym i przyjemnym językiem, a fabuła wypada na tyle intrygująco, że książkę czyta się w zawrotnym tempie. Sniegoski bardzo plastycznie wykreował cały świat przedstawiony i stworzył ciekawych bohaterów. Aaron jest sympatycznym i bardzo nieśmiałym chłopakiem, który mimo wyznaczonych sobie celów, jakimi było zdobycie dalszego wykształcenia oraz znalezienie dobrej pracy, stara się zrozumieć, do czego tak naprawdę został stworzony, i z czasem to akceptuje, odrzucając wszystkie wcześniejsze plany na bok. Jest wspaniałym przykładem tego, że czasem trzeba poświęcić siebie na rzecz innych ludzi. Bardzo przypadło mi do gustu, że Aaron jest niezwykle przywiązany do swojego psa. Traktuje go jak równego sobie i nie może znieść wyrządzonych mu krzywd. Ja sama uwielbiam zwierzęta, a szczególnie psiaki, więc urzekła mnie jego postawa.

O wydaniu i stronie edytorskiej mogę napisać w samych superlatywach. Co prawda nie bardzo podoba mi się postać chłopca z okładki, jednakże reszta prezentuje się w porządku. Ciemne, klimatyczne barwy i ładnie wyeksponowany tytuł wypadają bardzo estetycznie. Książka podzielona została na trzynaście rozdziałów, prolog oraz epilog. Złego słowa nie mogę powiedzieć o osobach, które odpowiedzialne były za korektę powieści, gdyż nie dopatrzyłam się żadnego błędu. Również czcionka jest odpowiedniej wielkości, przez co czyta się szybko i bezproblemowo.

Podsumowując, Nefilim oceniam bardzo dobrze. Mimo że nie jest to książka najwyższych lotów, a wszechobecne ostatnio anioły pewnie już wychodzą Wam uszami, to zachęcam do poznania tej historii, bo warto. Polecam każdemu, kto przepada za fantastyką. Ja z pewnością sięgnę po tom drugi.

Moja ocena: 7/10


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji ślicznie dziękuję portalowi Kawerna!

Książkę można nabyć w korzystnej cenie w księgarniach:
FONT polska księgarnia
Gandalf

10 lipca, 2012

W plątaninie uczuć - Gabriela Gargaś

Autor: Gabriela Gargaś
Wydawnictwo: Feeria
Ilość stron: 392

PREMIERA: 11/07/2012

"Miłość ma też zwykłe dni. Banalne słowa: dziękuję, przepraszam, podziwiam. Miłość to też obiad zjedzony wspólnie, płacz dziecka, uśmiech, wędrówka plażą, kubek kawy zrobiony o świcie. Miłość to nie tylko oszlifowany diament. Ma swoje kanty i rysy, plamy i zadrapania. Miłość znosi ciężkie słowa i, przyczajona czeka cichutko na lepsze dni. Ciężko oddycha strudzona i rozkwita z każdym rokiem. Jest taka zwyczajna, że czasami aż przeraża. Boli, ale da się znieść cierpienie, kiedy się prawdziwie kocha."

Czym tak naprawdę jest przyjaźń? Dla wielu osób to wspaniałe uczucie, oparte na zaufaniu, szczerości i wzajemnej życzliwości. Niestety w dzisiejszych czasach trudno o prawdziwego przyjaciela, którego bylibyśmy pewni. Dość często trafiamy na fałszywe osoby, przez co powoli tracimy wiarę w to, że znajdzie się choć jedna bratnia dusza. O przyjaźni pięknie powiedział kiedyś P. Peliegrin. "Przyjaźń to najpiękniejsza rzecz, jaką człowiek może zaproponować drugiemu człowiekowi. Bezinteresownie." W pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem. Dodałabym jeszcze, że taka osoba zostaje z drugą na dobre i na złe, choćby nie wiem co się działo i wspiera ją, i dopinguje na każdym kroku.

Gabriela Gargaś jest z wykształcenia ekonomistą bankowcem. Zakochana marzycielka - jak sama twierdzi. Jest mamą, przyjaciółką, córką, siostrą, szwagierką, ciocią, partnerką oraz kobietą całą duszą. W wolnych chwilach zagłębia się w lekturze książek i wyprawach w nieznane. Jej mottem życiowym jest "Sztuka życia to cieszyć się małym szczęściem". Gabriela ma już na swoim kącie dwie powieści: pierwszą jest Jutra może nie być, wydana w 2011 roku, książka która podbiła serca czytelniczek, a druga to jej najnowszy twór W plątaninie uczuć. Książka co prawda dopiero będzie miała swoją rzeczywistą premierę, jednak miałam to szczęście, by zapoznać się z nią na kilka wcześniej. Mimo iż to było dopiero pierwsze moje spotkanie z tą autorką, już trafia ona na listę moich ulubionych twórców. W plątaninie uczuć całkowicie zawładnęło moim sercem i jestem pewna, że pozostanie w nim na długo.

W plątaninie uczuć opowiada losy trzech serdecznych przyjaciółek, które zmagają się z najróżniejszymi życiowymi problemami. Pierwszą z nich jest Dorota, kobieta zmęczona życiem i wiecznymi obowiązkami. Całymi dniami przesiaduje w domu, gdzie zajmuje się dwójką dzieci, pierze, gotuje, prasuje, sprząta. Ma dość tej całej rutyny i nie czerpie już z życia takiej przyjemności jak kiedyś. W dodatku jej mąż Robert wcale jej nie pomaga i coraz częściej większość czasu spędza poza domem. Ich małżeństwo powoli kruszeje, choć kobieta łudzi się, że jeszcze im wyjdzie. Jak potoczy się ich los? Drugą z koleżanek jest Hania. Wiecznie zapracowana, piękna kobieta, która po dwóch zawodach miłosnych przestała wierzyć w to uczucie. Boi się zakochać, więc zalicza tylko przelotne znajomości z mężczyznami. Kiedy wreszcie ryzykuje dla pewnego mężczyzny, w jej życiu wiele się zmienia. Przeżywa wzloty i upadki, jednak wreszcie ma na kim polegać. Jednak coś pragnie zmącić ten cukierkowy świat w jakim teraz żyje... Trzecią z bohaterek jest Kalina, od dłuższego czasu jest w związku z mężczyzną, którego kocha, jednak ona liczy na coś więcej, a Piotr na razie nie chce się angażować. Mieszkają razem i Kalina chciałaby nareszcie się ustatkować, mieć męża, dzieci, a nie czekać dłużej. Pewnego dnia do jej życia wkracza pewien osobnik sprzed lat. Czy dawne uczucia odżyją? Czy może zostanie w swoim stałym związku ciągle pełna nadziei na jakiś ruch ze strony ukochanego?

Kiedy sięgałam po W plątaninie uczuć, nie spodziewałam się fajerwerków. Ot, kolejna prosta obyczajówka. Muszę powiedzieć, że niesamowicie się myliłam! Książka, która pozornie wydaje się zwyczajnym czytadłem na pochmurne dni, okazuje się być przepiękną historią, w której zawarty jest ogrom emocji i życiowych mądrości. Problemy z jakimi borykają się nasze bohaterki są do bólu prawdziwe i na tyle namacalne, że potrafimy wczuć się w sytuację każdej z nich. W dodatku autorka posługuje się zarówno przyjemnym potocznym językiem, jak i tym pięknym, dzięki któremu przekazywane słowa brzmią jak muzyka. Pod przykrywką zwyczajności autorka skryła całą masę ważnych wartości i przesłań, dzięki którym trochę inaczej spoglądamy na życie.

W plątaninie uczuć to książka, która bardzo wiele uczy. Uczy, jak postępować, a jak nie, uczy by w życiu cieszyć nawet tymi najmniejszymi chwilami, bo przecież one tak szybko ulatują... Należy w pełni wykorzystywać każdy dzień i brać z życia garściami, bo nigdy nie wiadomo ile jeszcze pozostało nam czasu. Uczy tego, że same rzeczy materialne szczęścia nie dają, a każdy z nas potrzebuje miłości i choćby pod względem finansowym niczego mu nie brakuje, to i tak jest nieszczęśliwy. Można by też uznać, że ta książka uczy nas współczucia, bo sądzę, że każdy czytając historię, choćby Hani, się rozklei. Ja przez kilkadziesiąt ostatnich stron ryczałam jak bóbr i rozmyślałam dlaczego stało się tak, a nie inaczej. No cóż, Gabriela stworzyła bardzo życiową książkę, a wiadomo, że życie czasem naprawdę mocno daje w kość i w pewnych sprawach nie jesteśmy w stanie wiele zdziałać.

Podsumowując, mogę powtórzyć jedynie po raz enty, że książka naprawdę mnie oczarowała. Przeżyłam z nią masę wzruszeń i na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Gabriela Gargaś zyskała sobie we mnie nową fankę i już niebawem mam zamiar zapoznać się z jej debiutancką powieścią. A jeżeli zachęciłam Was do przeczytania W plątaninie uczuć, to przed rozpoczęciem radzę zaopatrzyć się w kilka opakowań chusteczek!
Moja ocena: 9/10

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji ślicznie dziękuję Wydawnictwu Feeria!


09 lipca, 2012

Crom i Uczeń Czarnoksiężnika - Krzysztof Stelmarczyk

Autor: Krzysztof Stelmarczyk
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 328

„Zaklęcie postrzegało ją jako słup białego światła strzelający w granatowe, niemal czarne niebo. Iskra bohatera zawsze oznaczała przygodę, a Wędrowne Zaklęcia uwielbiają przygody. Dało nura w sam środek światła, gdzie rodził się właśnie nowy bohater.
A dokładniej, bohaterka.”



Krzysztof Stelmarczyk urodził się w 1977r. w Wołowie. W latach 1997 – 2008 był wokalistą i tekściarzem zespołu Blue Raincoat. Pracował w Wołowskim Ośrodku Kultury, był nauczycielem, dziennikarzem a także ekspozytorem towaru w markecie. W 2009 zaprezentował swój materiał muzyczny jako Gentlemenel. Jego opowiadanie Wilk Fuks i Nalewajek ukazało się w wydaniu specjalnym Fantastyki 1/2011. Obecnie jest związany z portalem literackim Booklips. Jakiś czas temu, nadkładem wydawnictwa Zielona  Sowa, ukazała się jego pierwsza powieść, Crom i Uczeń Czarnoksiężnika. Książka od samego początku przyciągnęła mój wzrok, a że powieści z nutką przygody i magii lubię, pełna zapału zabrałam się za lekturę.

Crom jest energiczną dwunastolatką, która kocha przygody i nigdy nie zaznaje nudy. Wolny czas spędza na dworze wchodząc na drzewa i przemierzając bezkres lasu. Jako najmłodszy członek rodziny, nazywana jest Leśnym lichem. Pewnego dnia podczas jednej z wędrówek zostaje niespodziewanie zaatakowana przez młodego chłopca oraz czarnoksiężnika Darka von Deth'a. Zły człowiek jakim jest czarnoksiężnik, poluje na Iskrę Crom i jest zdolny do wszystkiego byle ją otrzymać. Dwoje nastolatków ma niesamowitego farta, gdyż przeżywają całe starcie. Młodzieniec jest jednak w dość marnym stanie, więc Crom zabiera go do domu. Babcia dziewczynki wzywa pewnego druida by ratować życie chłopcu, lecz nawet on nie jest w stanie mu pomóc. Któregoś dnia nastolatek budzi się ze śpiączki samodzielnie. Z jego opowieści, Crom dowiaduje się, że rodzina zmusiła go do odbycia praktyki u Darka von Deth'a, jednakże nikt nie spodziewał się po nim, że będzie kazał chłopcu zabić dziewczynkę. Dlaczego czarnoksiężnik tak bardzo pożąda Iskry Crom? Jak potoczą się dalsze losy nastolatków?

Crom i Uczeń Czarnoksiężnika to powieść, która wciąga od pierwszej strony i czyta się ją jednym tchem. Prosta fabuła i język, świetny styl autora oraz wartka akcja sprawiają, że historię Crom dosłownie się chłonie. Krzysztof Stelmarczyk stworzył książkę, w której roi się od tajemnic, niedopowiedzeń oraz intryg, które zgrabnie ciągną się aż do kresu powieści. Nie ma mowy o nudzie czy przysypianiu. Bardzo ciekawym urozmaiceniem są tutaj nawiązania do legend i bajek, które zna praktycznie każdy dzieciak. Szczególnie przybliżonymi postaciami są tutaj Czerwony Kapturek i Wielki Zły Wilk, w skrócie WZW. Co najlepsze, Stelmarczyk pięknie ubarwił tych bohaterów i nadał im nowe charaktery. W całej powieści dominuje humor, który najczęściej przejawia się w dialogach między postaciami. Autor serwuje swoim czytelnikom potężną dawkę śmiechu!

Książka jest pięknie wydana. Miękka oprawa ze skrzydełkami, odpowiedni papier i wystarczająco duża czcionka sprawiają, że czyta się na prawdę wygodnie. Do tego śliczna okładka przedstawiająca trzy główne postaci, z uwypuklonym napisem oraz skąpana w żywych kolorach, naprawdę zachęca do poznania treści. Od strony edytorskiej powieść prezentuje się równie korzystnie. Nie dopatrzyłam się żadnych błędów, czy literówek. Tekst podzielony jest na trzy części, a te z kolei na rozdziały, prolog oraz epilog. Miłym dodatkiem jest mapka zmieszczona na końcu książeczki.

Podsumowując, jak najbardziej polecam powieść Krzysztofa Stelmarczyka. Myślę, że szczególnie spodoba się młodszym czytelnikom, jednak zachęcam do jej przeczytania każdego. W Crom i Uczeń Czarnoksiężnika znajdziemy wszystko, co najlepsze! Barwnych bohaterów, ciekawą fabułę, mnóstwo intryg, a wszystko to ubarwione humorem. Polecam serdecznie!                                                                                                  

Moja ocena: 8/10

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji ślicznie dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa!
Książkę można nabyć w korzystnej cenie w księgarniach:

04 lipca, 2012

Blogowa zabawa: 11 pytań ;D

Do zabawy zostałam zaproszona przez tetiisheri z bloga http://czytadlatetiisheri.blogspot.com/
Dziękuję bardzo ;)

Oto zasady zabawy:
Każda oznaczona osoba musi odpowiedzieć na 11 pytań przyznanych im przez ich "Tagger" i odpowiedzieć na nie na swoim blogu.
Następnie wybiera 11 nowych osób do tagu i podaje je w swoim poście.
Utwórz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w tagu i napisz je w tagowym poście.
Wymień w swoim poście osoby, które otagowałaś.
Nie oznaczaj ponownie osób, które już są oznakowane




Moje odpowiedzi :D
powieści czy opowiadania? powieści
siłownia czy zajęcia fitness? siłownia
morze czy góry? morze
fast foody czy zdrowe odżywianie? zdrowe odżywianie
samolot czy autokar? samolot
kawa czy herbata? kawa
wylegiwanie na kanapie czy aktywny dzień? wylegiwanie :D
wino czy piwo? na razie nie udzielę odpowiedzi :D
buty płaskie czy szpilki? jeśli chodzi o wygodę to płaskie, ale jeśli w grę wchodzi wygląd to szpilki
sobotnie popołudnie spędzone samotnie czy z przyjaciółmi? z przyjaciółmi, ew. książką ;D
powieści antyutopijne czy obyczajowe? odrobinę bardziej obyczajowe

Moje pytania:
czekolada biała czy mleczna?
Harry Potter czy Zmierzch?
spódnica czy spodnie?
rower czy rolki?
fantastyka czy kryminał?
rock czy pop?
zwyczajny lakier czy tipsy?
tymbark czy frugo?
tatuaż czy kolczyk?
gitara czy perkusja?
komedia czy horror?


Do zabawy zapraszam:
Klaudię z http://klaudia-librairie.blogspot.com/
ederlezi  http://frenzybook.blogspot.com/
Tirindeth z http://mybooksbytirindeth.blogspot.com/
Kornelię z http://autopsja-stron.blogspot.com/
scorpius z http://ksiazkatoniewiasta.blogspot.com/
Jarkę z http://jarken.blogspot.com/
Karolkę z http://papierowyazyl.blogspot.com/
Blueberry z http://siedmiogorogrod.blogspot.com/
Larysę z http://larysa-recenzuje.blogspot.com/

03 lipca, 2012

Kapitan Nauka SuperQuiz Polska



Autor: Maria Majewska
Wydawnictwo: Edgard
Ilość stron: 112

Wybierz prawidłową odpowiedź.
Nazwa "ryś" oznacza:
a) szybki.
b) cętkowany
c) sprytny. 



Form nauki jest wiele. Tą najbardziej powszechną jest nauka z podręczników, z jakimi mamy styczność choćby w szkole. Niestety w większości książek mających na celu przyswajanie wiedzy, informacje są przedstawione w mało interesujący sposób. A wiadomo, że jeśli coś będzie ukazane ciekawie, łatwiej będzie nam to zapamiętać, a sam proces nauczania będzie przyjemny. Całkiem niedawno w moje łapki wpadła nowość wydawnictwa Edgard, SuperQuiz Polska. Jest to książeczka z serii Kapitan Nauka i skierowana jest głównie do najmłodszych czytelników, dopiero wkraczających w świat nauki, jednak jest to też miła odmiana dla starszych.

Kapitan Nauka to seria książeczek oraz gier, która ma na celu wspomóc rozwój dziecka. Maluch poprzez zabawę zgłębia wiadomości o tym co go otacza. W SuperQuiz Polska, mamy okazję poznać najciekawsze rejony Polski, znane jeziora, wybitnych  Polaków, a także kilka faktów z historii. Co ważne, informacje przedstawione są w interesujący sposób, dzięki czemu potencjalny czytelnik się nie znudzi, a wręcz z coraz większym zaciekawieniem będzie przerzucał karteczki.



SuperQuiz Polska to zbiór stu dwunastu informacji plus ponad stu pięćdziesięciu zagadek. Dzięki urozmaiceniu zawartej wiedzy małym quizem, nauka staje się jeszcze przyjemniejsza i na pewno efektywniejsza. Budowa jednej kartki wygląda tak, że z jednej strony mamy umieszczoną informację na temat danego tematu, a po drugiej stronie trzy pytania wraz z kilkoma odpowiedziami do wyboru. Ja wypróbowałam już całą książeczkę i powiem, że na prawdę świetnie sie przy tym bawiłam! Oczywiście może zdarzyć się tak, że nie na każde pytanie odpowie się dobrze, jednak można wrócić do tekstu i przeanalizować go po raz kolejny, a tym samym jeszcze go sobie utrwalić.

Co mnie urzekło w tej książeczce, to oprawa graficzna. Dawno nie miałam do czynienia z tak ślicznie wykonaną i dopracowaną książką. Pełno w niej ilustracji, które są bardzo miłe dla oka, a każda z karteczek jest ubarwiona żywymi kolorami. Dość niekonwencjonalny jest format książeczki, bowiem jest ona malutka, a formą przypomina notesik. To wygodne i praktyczne rozwiązanie, bo dzięki tej wielkości, można bez problemu schować ją do każdej torby, plecaka, czy choćby kieszeni. Jest to zbiór informacji, który na dłuższy czas może zająć dziecko, a także na pewno świetnie sprawdzi się w zabawie rodzica z maluchem. Polecam!
Moja ocena: 8/10

Za możliwość poznania książeczki dziękuję ślicznie wydawnictwu Edgard!



Książkę można nabyć w korzystnej cenie w księgarniach: