07 kwietnia, 2013

Listy lorda Bathursta - Marcin Mortka


Autor: Marcin Mortka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 408

Ryk fal, huk dział i zapach prochu! Jeżeli masz w żyłach morską sól nie omijaj tej powieści!”



Fale obijające się o burtę statku, flagi łopoczące na wietrze, chmury coraz ciaśniej okalające niebo, zbierające się w grupy by zaraz wybuchnąć niesamowitymi pokładami deszczu... Zbiera się na sztorm, a w dodatku z pewnej odległości dochodzi huk wystrzałów dział i ciężki zapach prochu... Cóż za niesamowity klimat!

Peter Doggs jest złośliwym i niepokornym kapitanem, którego poznajemy w chwili, gdy właśnie ma stanąć przed plutonem egzekucyjnym. Z opresji ratuje go tajemniczy lord Bathurst, który w zamian za wybawienie mężczyzny, przydziela mu dość nietypowe i niebezpieczne zadanie. Doggs musi wyruszyć w podróż w kompletnie nieznanym kierunku. Jedynymi wskazówkami, które pomagają mu w dotarciu do celu są listy od wcześniej wspomnianego lorda, dostarczane mu kolejno w wyznaczonych terminach. Kapitan ma przed sobą niezmiernie trudne zadanie i tylko od niego zależy czy mu podoła. Nad wszystkim czuwa przekupiona załoga, Doggs musi mieć się na baczności by nie zaufać nieodpowiednim osobom. Dlaczego zgadza się na taki los? Dlaczego chce pomóc Bathurstowi? Powodem nie jest tylko i wyłącznie chęć uniknięcia śmierci, bo równie dobrze może go ona spotkać w którymś momencie podróży. Doggsowi zależy na bezpieczeństwu i szczęściu jego szesnastoletniej córki Emily, której los leży teraz w jego rękach.

Moja sympatia do twórczości Marcina Mortki zrodziła się zaraz po odłożeniu na półkę jednej z jego powieści dla młodszych czytelników, a konkretniej „Przygód Tappiego”. Byłam zachwycona zarówno fabułą, językiem, postaciami, jak i niesamowitym baśniowym klimatem. Widząc w zapowiedziach jego najnowszy twór, byłam przekonana, że prędzej czy później wpadnie w moje ręce. Kiedy jednak stanęłam już przed faktem dokonanym, trzymając książkę w rękach, zaczęły nadchodzić obawy. Wątpliwości, czy to aby na pewno moja bajka, czy nie zawiodę się na autorze biorąc się za inny rodzaj jego twórczości i czy odnajdę się w takim klimacie. Jak się okazało, martwiłam się zupełnie niepotrzebnie! Czas spędzony przy lekturze „Listów lorda Bathursta”  z pewnością nie został zmarnowany, a ja bardzo miło wspominam te kilka wieczorów spędzonych w świecie morskich bitew, pośród ryku fal i wystrzałów dział.

Fabuła najnowszej książki Mortki jest jedną z największych jej zalet. Świetnie rozbudowana intryga i towarzyszące każdej stronie napięcie jest bardzo ważne w utrzymaniu czytelnika przy lekturze, dlatego w tym przypadku ciężko choć na chwilę uciec wzrokiem od tekstu. Fantastyczną sprawą są listy lorda Bathursta, które tworzą wstęp do każdego rozdziału. Motyw z postępowaniem według wskazówek, tak naprawdę nie wiedząc nic poza tym, co zostanie nam raz na jakiś czas przekazane, jest bardzo absorbujący, bo dzięki temu możemy wraz z Doggsem poznawać nowe rozkazy i domyślać się co stanie się w przyszłości. Akcja utworu mknie już od pierwszych stron i nie daje chwili wytchnienia. Język jest bardzo plastyczny, opisy barwne i żywe, czasami wręcz brutalnie dosadne i mocno uderzające w wyobraźnię czytelnika. To, co lekko przeszkadzało mi w dokładnym zobrazowaniu sobie fabuły, były niektóre z określeń używanych przez załogę statku. Fachowe nazwy, kompletnie mi, jako całkowitemu laikowi w temacie marynarstwa, nieznane.

Zdecydowanym atutem jest świetna kreacja bohaterów. Barwni, nieprzeciętni i trudni do rozszyfrowania, co sprawia, że ciężko ocenić ich na pierwszy rzut oka, bo w każdej chwili mogą zaskoczyć czytelnika. Wywołują skrajne emocje, dostarczają mnóstwa wrażeń i urozmaicają w znacznym stopniu fabułę. Polecam „Listy lorda Bathursta” szczególnie miłośnikom tego typu książek i osobom, które choć trochę znają terminologię morską lub nie przeszkadza im używanie słownika podczas lektury książki. Ja czuję się usatysfakcjonowana lekturą i jestem pewna, że nie jest to ostatnia książka Marcina Mortki, która zagości na mojej półce.


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję bardzo Wydawnictwu Fabryka Słów!

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
Czytam fantastykę