22 września, 2013

Nakręcana dziewczyna - Paolo Bacigalupi


Autor: Paolo Bacigalupi
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 560


"W Japonii była cudem. Tu jest tylko nakręcanką."



Paolo Bacigalupi to autor, który całkiem niedawno zdobył moją sympatię powieścią „Złomiarz”. Mimo kilku drobniejszych mankamentów byłam usatysfakcjonowana lekturą i czym prędzej chciałam poznać resztę jego książek. Akurat pod ręką miałam „Nakręcaną dziewczynę”, debiutancką powieść Bacigalupiego, która zdobyła kilka słynnych i cenionych nagród, m.in. Nebulę i Hugo 2010. Zachęcona zarówno uznaniem krytyków, recenzentów, jak i zwykłych czytelników, bez zbędnego gdybania i niepotrzebnych obaw, od razu zabrałam się za czytanie.

Anderson Lake jest przedstawicielem koncernu kalorycznego AgriGen na Tajlandię. Uchodząc za dyrektora fabryki sprężyn, tak naprawdę przeczesuje uliczne targi Bangkoku w poszukiwaniu warzyw i owoców, które już dawno zostały uznane za wymarłe. Pewnego dnia spotyka tam Emiko - prześliczną Japonkę, która w rzeczywistości jest nakręcanką, wyprodukowaną po to, by spełniać zachcianki bogaczy. Zalicza się ona do Nowych Ludzi - żołnierzy, niewolników i maskotek do towarzystwa, zepchniętych na margines społeczeństwa. Emiko intryguje Andersona, którego uczucia wobec niej z czasem przeradzają się w obsesję. Tymczasem pośród upału zawiązują się nowe intrygi i polityczne spięcia. Każdy ma własne plany i utajone zamiary, nikt jednak nie jest w stanie przewidzieć niszczycielskiego wpływu nakręcanej dziewczyny.

Paolo Bacigalupi w swoich powieściach kreuje obrazy przyszłości, które równocześnie zaciekawiają, intrygują i przerażają czytelnika. Nie bazuje on na szczęśliwych wizjach świata, upragnionych i utopijnych, którymi może kupić niemal każdego mniej wymagającego czytelnika. W jego utworach spotykamy się z rzeczywistością brutalną i okrutną, która jednocześnie jest aż do bólu prawdopodobna. Drastyczne zmiany klimatu, wzniesienie się poziomu wód, mordercze wirusy - to tylko nieliczne z tragedii towarzyszących ludzkości w powieściach Bacigalupiego. Druzgocące jest to, że do wielu z tych zmian w dużej mierze przyczynili się ludzie, sami sobie szkodząc. Nie wiadomo co nas spotka za kilka, kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat. Wizja przyszłości w „Nakręcanej dziewczynie” wcale nie jest tak odległa i jak najbardziej mogłaby mieć miejsce. Choć przyznaję, że jak na razie wolę spotykać ją jedynie na kartach książek.
  
Podobnie jak w „Złomiarzu”, tak i tutaj mamy do czynienia z niesamowitym oddziaływaniem na wyobraźnię. To całkowicie inna sceneria i warunki, jednak przekaz jest równie intensywny i bogaty w szczegóły. „Nakręcana dziewczyna” to świetna historia, opisana detalami, barwna i wielowątkowa. To kawał naprawdę dobrej literatury, która jest niestety strasznie ciężka w odbiorze. Język jest trudny i naszpikowany obcymi pojęciami, neologizmami oraz zwrotami w języku japońskim, co z początku zniechęca do kontynuowania lektury. Autor od razu rzuca czytelnika na głęboką wodę operując stylem, do którego odbiorca przyzwyczaja się po dobrych kilkudziesięciu stronach. Przyznam, że pierwsze rozdziały „Nakręcanej dziewczyny” były dla mnie sporym wyzwaniem i wciągnięcie się w historię zajęło mi trochę czasu, jednak było warto. Fabuła jest naprawdę godna uwagi i szkoda rezygnować z poznania jej, tylko ze względu trudniejszy język. Dobrze jest stawiać przed sobą nowe wyzwania i poszerzać czytelnicze horyzonty!

Mimo wszystko przed rozpoczęciem przygody z twórczością Paolo Bacigalupiego radzę upewnić się czy na pewno macie wystarczająco dużo czasu, determinacji i chęci, by przebić się przez początek powieści, przez pierwsze mylące wrażenie i w rezultacie otrzymać sporą dawkę świetnej fantastyki. Ja z pewnością wrócę jeszcze do „Nakręcanej dziewczyny”, bo mam wrażenie, że za kilka lat wycisnę z niej jeszcze więcej i będę w stanie bardziej docenić styl autora, który na dzień dzisiejszy jest dla mnie jeszcze odrobinę za trudny. A Was już dziś zachęcam do zapoznania się z twórczością Bacigalupiego. Może niekoniecznie od razu z „Nakręcaną dziewczyną”, ale choćby z krótkim „Złomiarzem”, od którego i ja rozpoczęłam swoją przygodę z tym autorem.     


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MAG!
Książka do nabycia w księgarniach:
Gandalf
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
Czytam fantastykę

15 września, 2013

Złomiarz - Paolo Bacigalupi


Autor: Paolo Bacigalupi
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 288

„Więzy krwi to nic. Liczą się sami ludzie. Jeśli stoją za tobą, a ty za nimi, to być może można to nazwać rodziną. Wszystko inne to tylko kłamstwo i mydlenie oczu.” 




Lubię zaczytywać się w fantastyce, przenosić się do świata, w którym wszystko jest możliwe, a w szczególności poznawać najróżniejsze uniwersa i wizje przyszłości. Jakiś czas temu natknęłam się na termin fantastyka ekologiczna - brzmi ciekawie, nieprawdaż? Postanowiłam sprawdzić co kryje się za tym pojęciem i tak trafiłam na „Złomiarza” Paolo Bacigalupiego. Autor ten wychowywał się w hippisowskiej rodzinie w stanie Kolorado, a studiował i pracował w Chinach. Podróżował również po krajach Południowo-Wschodniej Azji, a po powrocie do USA zamieszkał w Bostonie, gdzie zaczął pisać fantastykę. Ostatecznie osiadł jednak w rodzinnym stanie Kolorado. Ma na swoim koncie wiele opowiadań, kilka powieści oraz nagród. Został także okrzyknięty najciekawszym nowym głosem w fantastyce tego dziesięciolecia.

Na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej cięte są na złom osadzone na piasku ogromne, stare i bezużyteczne tankowce. To właśnie tam, w lekkiej ekipie przy wydobywaniu miedzianych kabli, pracuje nastoletni Nailer. Chłopak nie ma łatwego życia - jego praca jest ciężka, zarobki marne, a na pomoc od strony rodziny nie ma co liczyć. Jego matka zmarła, a ojciec każdy grosz przepija, bądź wydaje na narkotyki. Nail codziennie musi wyrobić normę i liczyć, że przeżyje do następnego dnia. Jego jedyną pociechą są nieliczni przyjaciele, a w szczególności Pima i jej matka, na które zawsze może liczyć. Pewnego dnia chłopak zauważa na skałach rozbity przepiękny kliper. Okazuje się pełen skarbów, które znacznie podniosłyby standard życia Naila i Pimy, także długo się nie zastanawiając, ta dwójka rusza na łowy. Podczas plądrowania statku spotykają jedyną ocalałą - piękną dziewczynę, która sprawia, że Nailer ma przed sobą nie lada dylemat: uratować bogaczkę czy zostawić ją na pastwę losu i zabrać skarby?

„Złomiarz” to książka, która na od samego początku zachwyca klimatem. Jest mrocznie, tajemniczo, panuje nieco ciężka i duszna atmosfera. Niezwykle łatwo można wyobrazić sobie świat w odcieniach zgniłej zieleni i brązu, ogromne wraki, w których unoszą się opary oleju, a także wybrzeże, na którym żyją bohaterzy. Obraz przyszłości jest niezwykle klimatyczny i genialnie oddziałuje na wyobraźnię czytelnika. Samej w sobie fantastyki jest tu raczej mało - na pewno w jakiś sposób zalicza się do tego uniwersum, ale jeżeli chodzi o postaci, to znajdziemy tylko jeden gatunek o nadnaturalnych cechach. Są to półludzie, czyli genetycznie zmodyfikowane kreatury, które łączą w sobie właściwości ludzkie i zwierzęce. Zostały stworzone po to by służyć ludziom i wyjątkiem wśród nich są osobniki nieposiadające właściciela. Reszta bohaterów to zwykłe osoby, które równie dobrze mogłyby żyć w teraźniejszych czasach, na pewno bardziej pozytywnych niż realia książkowe.

Paolo Bacigalupi ma dość specyficzny styl, który nie każdemu przypadnie do gustu. Jego powieści są ciężkie w czytaniu, jednak niezmiernie ciekawe. W „Złomiarzu” irytowało mnie bardzo, ale to bardzo wolne tempo akcji, które z czasem się rozwijało, jednak nie do tego stopnia, żebym nie mogła oderwać się od czytania. Mimo wszystko jest w tej książce coś co przyciąga i każe czytać dalej - jak dla mnie to wspomniany wcześniej klimat i niesamowite działanie na wyobraźnię czytelnika. Mnogość barw i dźwięków, które czytelnik jest w stanie odtworzyć podczas czytania, jest ogromna i pod tym względem Bacigalupi okazał się absolutnym mistrzem. Historia sama w sobie jest ciekawa i w książce naprawdę wiele się dzieje, nie czuć tego jednak podczas czytania. Dopiero po skończeniu powieści zdałam sobie sprawę z tego jak była interesująca i jak wiele się w niej wydarzyło.

W ostatecznym rozrachunku jak najbardziej polecam Wam „Złomiarza”. Absolutnie nie jako lekką powieść do poduszki, ale jako wolną, może i nieco refleksyjną książkę, którą należy się delektować. Niezwykle pobudza wyobraźnię i z miejsca przenosi do innego świata, który choć nie jest może pożądaną przez nas wizją przyszłości, to niesamowicie intryguje i jest wspaniałym tłem do rozgrywającej się tam historii. Ja z chęcią sięgnę po kolejne dzieła Bacigalupiego i dam się ponieść wyobraźni!      


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MAG!
Książka do nabycia w księgarniach:
Gandalf
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
Czytam fantastykę

07 września, 2013

Wołanie miłości - Lisa Kleypas

Autor: Lisa Kleypas 
Wydawnictwo: Prószynski i S-ka
Ilość stron: 400

„Pragnąłem cię od pierwszej chwili, gdy cię zobaczyłem. A niektórzy mężczyźni zawsze znajdą sposób, by dostać to, na czym im zależy, nawet jeśli los nie chce im podać pomocnej dłoni.”



Lisa Kleypas to bestsellerowa amerykańska pisarka, autorka wielu współczesnych i historycznych romansów. Znana jest przede wszystkim z uwielbianego przez czytelniczki cyklu o siostrach Hathaway. „Wołanie miłości” to jedna z jej pierwszych powieści, którą napisała zaraz po dwudziestce, mieszkając w Concord, w stanie Massachussetts. Uznała, że okolica jest na tyle piękna i ma na tyle bogatą historię, że będzie świetnym tłem dla romansu historycznego. To właśnie tam, w zaciszu biblioteki kompletowała potrzebne materiały i obmyślała historię niewinnej dziewczyny z Północy i tajemniczego przybysza z Południa…

Akcja powieści rozgrywa się w Nowej Anglii, w stanie Massachusetts tuż po wojnie secesyjnej. Lucinda Caldwell, wracając od wujostwa, postanawia przejść przez zamarzniętą rzekę, żeby skrócić sobie drogę do domu. W pewnym momencie lód się załamuje, a dziewczyna rozpaczliwie próbuje wezwać pomoc. Ratuje ją Heath Raine – południowiec, który już od jakiegoś czasu wyczekiwał na okazję poznania Lucy. Niestety, ze względu na pochodzenie i reputację mężczyzny dziewczyna nie chce mieć z nim do czynienia. Przypadkowe spotkanie tych dwojga mocno komplikuje życie Lucy, która mimo początkowych uprzedzeń jest zafascynowana Heathem i wręcz zaczyna coś do niego czuć. Na przeszkodzie stoi Daniel – narzeczony Lucindy, człowiek wysoko postawiony, bogaty i szanowany, którego dziewczyna szczerze kocha, jednak brakuje w ich związku takiego pożądania i namiętności, jakiej mógłby dostarczyć jej Heath. Pomimo usilnych starań Lucy w końcu ulega czarującemu południowcowi. Jakie będą tego konsekwencje?


Cała recenzja po kliknięciu w banner:

Książka do nabycia w księgarniach:
FONT polska księgarnia
Gandalf

03 września, 2013

Legenda. Wybraniec - Marie Lu


Autor: Marie Lu
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 368


„Zabicie człowieka, który stoi na czele całego systemu, wydaje się niewielką ceną w zamian za wywołanie rewolucji, nie sądzisz?”


Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać „Rebelianta” Marie Lu i co mogliście zauważyć w ostatniej recenzji - bardzo mi się podobał. Miałam pewne opory przed sięgnięciem po drugi tom, głównie ze względu na fakt, że kontynuacje zazwyczaj są gorsze od pierwszych części, jednak byłam na tyle ciekawa dalszych losów Daya i June, że po zaledwie kilku godzinach od przewrócenia ostatniej strony „Rebelianta”, zagłębiłam się w lekturze „Wybrańca”. Ulga niemalże natychmiast zastąpiła u mnie uczucie niepewności i bez reszty wciągnęłam się w perypetie bohaterów.

Kiedy Elektor Primo nieoczekiwanie umiera, władzę obejmuje jego syn, Anden. Obywatele nie wiedzą o nim prawie nic - kim jest, jakie wprowadzi rządy i czy jest dla nich wybawcą, czy raczej wrogiem. Większość uważa, że całkowicie przypomina ojca i sytuacja w państwie nie ulegnie żadnej poprawie. Zamieszanie jakie spowodowała nagła zmiana elektora jest wprost idealną okazją dla Patriotów, którzy planują zamach na Andena i tym samym wywołanie rewolucji. By wydarzenie było jeszcze bardziej spektakularne, postanawiają zaproponować Dayowi współpracę. Jeżeli ten pomoże im w zamachu, oni pomogą jemu w uratowaniu brata. Chłopak marząc o odnalezieniu Edena, godzi się na taki układ. June postanawia towarzyszyć mu w tej akcji i szybko odkrywa, że Patrioci nie są z nimi do końca szczerzy. Wraz z Dayem muszą podjąć trudną decyzję, po której stronie barykady stanąć.

Po raz kolejny powtórzę, że świat przedstawiony w „Rebeliancie” i „Wybrańcu” jest genialnym podłożem do budowania wszelkiego rodzaju intryg politycznych. W pierwszym tomie otrzymaliśmy dopiero przedsmak tego, co autorka przygotowała w kontynuacji! Mamy tutaj rebeliantów planujących zamach na elektora, odkryte tajemnice o śmierci rodziców i brata June, a także ukazane Kolonie, które tak wzbudzają ciekawość czytelnika w „Rebeliancie”. Przedstawiane z początku jako marzenie mieszkańców Republiki, raj i ziemia obiecana, okazują się być terenem wcale nie lepszym od wspomnianego państwa. Bardzo liczyłam na to, że autorka zdradzi nieco więcej informacji o tym, jak doszło do konfliktu między Koloniami, a Republiką i na szczęście doczekałam się kilku faktów, co znacznie pomogło mi w lepszym zrozumieniu całej historii.

W „Wybrańcu” autorka podkręciła znacznie tempo i urozmaiciła fabułę wieloma zwrotami akcji, czego zdecydowanie mniej było w „Rebeliancie”. Widać, że Marie Lu się rozwija, coraz lepiej buduje napięcie i potrafi coraz bardziej zaintrygować czytelnika. Przyznam, że kiedy odkładałam na moment książkę i widząc jaka jej część pozostała mi do końca, zachodziłam w głowę co takiego może się tam jeszcze znajdować. Byłam pewna, że znam wszystkie rozwiązania i nic mnie już nie zaskoczy, a jednak Marie Lu tak odwróciła całą sprawę, że niczego nie mogłam być pewna. Główni bohaterowie również ewoluowali wraz z łączącym ich wątkiem miłosnym. Ich uczucia są nakreślone pewniej, dojrzalej i z lekką dozą niepewności. Nie mogło zabraknąć także osób trzecich zarówno z jednej, jak i drugiej strony, także emocje są gwarantowane.

„Wybraniec” jest kontynuacja idealną. Marie Lu pokazała się z jeszcze lepszej strony, widać znaczną poprawę zarówno w stylu, jak i w kreacji bohaterów oraz w przedstawieniu świata. Jestem w pełni usatysfakcjonowana lekturą i polecam zapoznanie się z tą trylogią, nawet jeśli średnio podobała Wam się jej pierwsza część. Jeżeli z każdym tomem jest tylko lepiej, to naprawdę ciężko jest mi wyobrazić sobie poziom „Patrioty”. Czekam na niego z wielkim zniecierpliwieniem i tęsknotą zarówno za bohaterami, wspaniałymi przygodami i fantastycznym piórem Marie Lu.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa!
Książka do nabycia w księgarniach:
FONT polska księgarnia
Gandalf
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
Czytam fantastykę
Pod hasłem