06 grudnia, 2013

Miasto Upadłych Aniołów - Cassandra Clare


Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 448

„(...) kiedy anioły upadają, ich udręka jest tym straszniejsza, że kiedyś widziały twarz Boga, a teraz nigdy więcej jej nie zobaczą.”





Cassandrę Clare można charakteryzować w różnoraki sposób. Dla mnie jest to świetna pisarka, autorka dwóch wspaniałych serii o Nocnych Łowcach, kobieta o niebywałej wyobraźni i wyjątkowej umiejętności posługiwania się słowem pisanym. Jak najbardziej zasługuje na uznanie czytelników i nawet można wybaczyć jej te katusze, które towarzyszą czekaniu na każdy kolejny tom. Jednak to tylko moja, subiektywna opinia, a należy zwrócić uwagę na to, że są także czytelnicy, dla których jej twórczość jest przeciętna, szablonowa i niewarta uwagi. Przyznam, że sama miałam dość mieszane uczucia, co do decyzji Cassandry o kontynuowaniu trylogii. „Miasto szkła” skończyło się idealnie i szkoda byłoby psuć tak dobry finał historii. Z drugiej strony, wcale nie chciałam rozstawać się z bohaterami i cieszyłam się na możliwość poznania ich dalszych losów. Cóż, jedynym sposobem na rozwikłanie wątpliwości było po prostu sięgnięcie po książkę. 

Wielka wojna się skończyła, Valentine i Sebastian nie żyją, a wśród Nocnych Łowców i Podziemnych zapanował upragniony spokój. Clary wraca do Nowego Jorku, gdzie rozpoczyna treningi, które przygotują ją do walki z demonami i pozwolą na rozwinięcie nowo poznanych umiejętności. Cieszy się na myśl, że opuszcza szkołę i może zająć się ratowaniem świata w gronie przyjaciół i ukochanego. Nareszcie ma Jace'a na wyłączność i nie musi ukrywać swoich uczuć. Simon również odnalazł miłość, a nawet dwie! Umawiając się z dwoma dziewczynami, które na dodatek się znają, stąpa po bardzo cienkim lodzie. Jocelyn i Luke planują ślub i drobnymi kroczkami zbliżają się do zapieczętowania związku. Co może zmącić tak idealne koleje losu? Coraz więcej słyszy się o morderstwach, w których ofiarami są Nocni Łowcy. W dodatku, ktoś poluje na Simona, a zachowanie Jace'a staje się coraz dziwniejsze. Chłopak odsuwa się od Clary, nie chce udzielać jej żadnych wyjaśnień i zaczyna jej unikać. Clary postanawia odkryć, co jest przyczyną takiego zachowania i rezultat jej poszukiwań okazuje się być potworny...

Autorka z każdym tomem, rozdziałem, zdaniem zyskuje w moich oczach coraz większy szacunek. Tyle pomysłów, opcji i propozycji, a to wszystko utrzymane w tak dobrym guście, tak dobrze wykonane!  „Miasto upadłych aniołów” cechują między innymi ciekawie poprowadzone wątki, szczególnie przerwanie tego sielankowego obrazu i wprowadzenie napięcia związanego z czającym się gdzieś złem. Od początku wiadomo, że wkradł się tutaj jakiś czarny charakter, jednak trudno wywnioskować kto może nim być, skoro w poprzednim tomie dwóch największych przeciwników Nocnych Łowców zginęło. Co już przestało mnie dziwić, Cassandrze po raz kolejny udało się mnie zaskoczyć i zawrócić mój tok myślenia o sto osiemdziesiąt stopni. Akcja obfituje w wiele takich nieoczekiwanych momentów i choć sama w sobie nie ma szybkiego, gnającego tempa, to absorbuje czytelnika i naprawdę nie pozwala się oderwać.

Zawiodła mnie natomiast relacja Clary - Jace. Czy nie po to czekaliśmy tyle tomów, żeby wreszcie cieszyć się ich związkiem? Bez przerwy coś nie dawało im przyzwolenia na miłość - z początku rzekome pokrewieństwo, a później ciemne moce mające wpływ na Jace'a. Przez to wszystko bohater stracił część tego swojego sarkastycznego stylu bycia, humoru i luzu. Mimo wszystko wciąż jest postacią, która napędza całą historię. W „MUA” mamy również okazję częściej poobserwować Simona, który odgrywa dość istotną rolę w fabule i autorka poświęciła mu zdecydowanie więcej uwagi niż w poprzednich tomach. Dla jednych może to być plus, dla innych wręcz przeciwnie; jak dla mnie, Cassandra całkiem słusznie rozbudowała wątek Simona, bo daje to całkiem fajny wydźwięk całej historii. Dobrze sprawdza się tutaj także trójkąt miłosny z udziałem wampira, który choć krótki i mało spektakularnie zakończony, jest świetnym urozmaiceniem.

Czwarty tom „Darów anioła” jest niemal tak dobry jak trzy poprzednie. Styl, klimat (choć w Mieście szkła był najlepiej wyczuwalny) i wątki dobro-zło zostają cały czas na porównywalnym poziomie, jedynie relacje pomiędzy bohaterami i fabuła są minimalnie w tyle. Mimo wszystko jestem usatysfakcjonowana i już wiem, żeby nigdy nie wątpić w Cassandrę Clare, bo zawsze spodoba mi się to, co wyjdzie spod jej pióra. Nie ma powodów do obaw! Teraz, pełna pozytywnych emocji i nastawiona na kolejna dawkę dobrej rozrywki, zabieram się za Miasto zagubionych dusz.


     
Książka do nabycia w księgarniach:
FONT polska księgarnia
Gandalf

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
Czytam fantastykę