07 kwietnia, 2016

Barwa ciszy - Rosamund Lupton

Autor: Rosamund Lupton 
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 304
„Nad nami świecą niezliczone gwiazdy i gdziekolwiek się spojrzy,  dach i ściany nieba migoczą i błyszczą. Nie tak jak w domu, kiedy widzi się gwiazdy, bo tu jest tak ciemno. Ciemno wszędzie, gdzie tylko się spojrzy. Czarno, czarno, czarno. Ale na ogromniastym niebie są diamenty i punkciki laserów, i tysiące kawałeczków światła słonecznego, schwytanych i uwięzionych. Jak cekiny na aksamicie i światło załamujące się na szkle. I są magiczne, i są prawdziwe!” 


Rosamund Lupton to autorka, z którą miałam już do czynienia dwukrotnie - czytałam i recenzowałam jej dwie poprzednie książki: „Siostra” oraz „Potem”. Obydwie miały w sobie coś czarującego i obydwie oceniłam pozytywnie, więc optymistycznie nastawiona sięgnęłam po najnowszą powieść brytyjskiej pisarki pod tytułem „Barwa ciszy”. Już sam dość poetycki tytuł intryguje czytelnika, a opis obiecujący pełną napięcia historię z mroźną Alaską w tle tylko potęguje ciekawość i chęć sięgnięcia po tę pozycję. Jak oceniam powrót do twórczości Rosamund Lupton po około czterech latach?

„Barwa ciszy” to powieść przedstawiająca historię podróży dwóch kobiet - matki i córki - w poszukiwaniu zaginionego męża i ojca. Yasmin po przylocie na Alaskę dowiaduje się, że wioska Anaktue, w której jej mąż, Matt, pracował filmując północną przyrodę, doszczętnie spłonęła, a wszyscy mieszkańcy wraz z nim zginęli, co potwierdza liczba odnalezionych ciał. Kobieta nie przyjmuje do siebie tej informacji i święcie przekonana o tym, że Matt żyje, wyrusza wraz z dziesięcioletnią córką Ruby na osobiste poszukiwania. W ten sposób początkowo zaplanowana rodzinna wycieczka do Anaktue, by wspólnie spędzić święta Bożego Narodzenia, przeradza się w pełną grozy i wycieńczenia tułaczkę po śniegach Alaski. Czy Yasmin odnajdzie męża? Czy Anaktue naprawdę strawił pożar?

O tym, że Rosamund Lupton jest bardzo dobrą pisarką, wiem doskonale. O tym, że w piękny i bardzo prawdziwy sposób potrafi opisywać ludzkie uczucia, też zdążyłam się już przekonać. Wiem także, że jej powieści napisane są w specyficznym stylu - niespiesznie, miejscami poetycko, z chwilami na zastanowienie, na refleksję. Mimo wszystko, muszę niechętnie przyznać, że „Barwą ciszy” jestem lekko rozczarowana. Może to wpływ mojego zachwytu poprzednimi powieściami autorki i co za tym idzie, większymi oczekiwaniami, a może też lekka zmiana upodobań czytelniczych w ciągu minionych czterech lat? Nie potrafię tego jednoznacznie określić. To, co raziło mnie w tej powieści najbardziej to takie wątki, które są niemal zupełnie nieprawdopodobne w realnym życiu. Bo która dorosła kobieta wybrałaby się z dziesięcioletnim głuchoniemym dzieckiem w podróż przez Alaskę, nie mając większego pojęcia o terenach, na które się zapuszcza? Ten wątek, jak i kilka dalszych fabularnych rozwiązań wzbudziły we mnie spore wątpliwości. Podobnie jak pewne nielogiczne rozwiązania, przekombinowanie i chaotyczność historii. 

„Barwa ciszy” nie ma jednak tylko i wyłącznie samych minusów. Gdyby przymknąć oko na pewne nieścisłości w fabule i potraktować tę książkę jako czystą rozrywkę, dla odprężenia i relaksu, to wypada ona naprawdę całkiem nieźle. Genialny jest tu przede wszystkim klimat - mroźne krajobrazy Alaski, dodatkowo skąpanej w całkowitej ciemności spowodowanej nocą polarną - coś pięknego! Czytelnik może sobie bez trudu wyobrazić całą trasę, jaką przebywają bohaterki, bo jest ona opisana w bardzo plastyczny, barwny sposób. Równie wielkie wrażenie robi przedstawienie emocji w powieści. Autorka już nie raz udowodniła, że doskonale potrafi oddać ludzkie uczucia, całkowicie wniknąć w psychikę bohatera i w piękny sposób pokazać to za pomocą słów. W tej powieści dodatkowo urozmaica to poprzez wprowadzenie narracji głuchoniemej dziewczynki. Ruby opowiada o tym co czuje, a także o tym czego nie słyszy, a co wyobraża sobie jak może brzmieć, za pomocą wrażeń wzrokowych, dotykowych i smakowych, czyli tych, które są jej znane. To naprawdę wspaniały zabieg, pokazujący jak wielką moc mają słowa i na jak wiele sposobów mogą opisać jedną rzecz.

„DZIWACZNY: wygląda jak dłonie przemieniające się w meduzę; smakuje jak ciastka, które są żywe, wydaje się zbyt bliski.”

„Barwa ciszy” to dobry thriller, jeśli macie ochotę na trochę rozrywki z historią pełną pięknie opisanych uczuć i wspaniałym mroźnym klimatem Alaski. Nie radziłabym jednak mieć zbyt wielkich wymagań co do tej powieści, bo fabularnie nie jest ona niestety doskonała. Potrafi mimo wszystko umilić jeden czy dwa wieczory, także polecam sprawdzić na własnej skórze czy Rosamund Lupton to autorka dla was. 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Świat Książki!

2 komentarze:

  1. Przede mną Siostra i Potem - mam już oba tomy w swoich zbiorach. A potem - jak już pozbam te dzieła i mi się spodobają, chętnie sięgnę po Barwę ciszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potem według mnie najlepsza z tych trzech :)

      Usuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz i zapraszam ponownie :)