30 kwietnia, 2016

Wir - Frode Granhus


Autor: Frode Granhus
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 320

„W tej samej chwili rozumiał. Historia kryje się za historią.” 







Właśnie szaleje burza, drzewa uginają się pod wpływem silnego wiatru, deszcz bębni miarowo w szyby, a ja rozmyślam o powieści, którą właśnie skończyłam czytać. Powieści, której dynamiczną akcję można porównać do szalejącej wichury, mnogość wątków do licznych kropelek spadających na ziemię, a mroźny norweski klimat do obecnej niskiej temperatury. I paradoksalnie - tak jak nie lubię burzy, tak „Wir” całkowicie skradł moje serce!

W Landegode dwóch chłopców, bawiących się na brzegu morza, słyszy przerażający krzyk, dobiegający gdzieś spomiędzy nabrzeżnych skał. Źródłem owego dźwięku okazuje się mężczyzna z rękami przykutymi do kamienia w lodowatej wodzie i rozpaczliwie błagający o pomoc. Kto mógł zrobić coś tak okrutnego drugiemu człowiekowi? Na to pytanie odpowiedzi szuka miejscowa policja, w tym sierżant Rino Carlsen, który poza sprawą boryka się także z problemami wychowania nastolatka. Tymczasem kilkaset kilometrów dalej, w wiosce Bergland, starsze małżeństwo dostrzega na brzegu porcelanową lalkę, pływającą na trawie z łyka. Czując, że może to zwiastować coś niedobrego, dzwonią na policję i informują o owym zdarzeniu. Sprawę przejmuje śledczy Niklas Hultin, pracujący na posterunku w zastępstwie chorego policjanta. W trakcie zbierania informacji na jaw wychodzi mroczna historia sprzed lat. Niebawem to samo małżeństwo odnajduje na plaży nieprzytomną, ranną kobietę, ucharakteryzowaną na wcześniej odnalezioną lalkę. Co łączy te dwie sprawy? 

Szukacie thrillera, który wciągnie was bez reszty? W takim razie „Wir” jest dla was! Kompletnie przepadłam czytając tę książkę. Zabierałam ją ze sobą do szkoły, podczytując w autobusie i na przystanku, bo po prostu nie mogłam doczekać się dalszego ciągu tej historii. Frode Granhus pisze niezwykle przyjemnym i łatwym w odbiorze językiem, przez co powieść dosłownie się pochłania. Akcja do pewnego momentu toczy się dwutorowo - poznajemy dwie na pozór oddzielne historie, dwie oddzielne sprawy, a każda z nich zawiera całą gamę różnych wątków. Poznajemy kolejne poszlaki odnajdywane przez policjantów, poznajemy kilka historii z przeszłości bohaterów, które mają wpływ na teraźniejszy rozwój wydarzeń, poznajemy też wątki odnoszące się do relacji ojciec-syn oraz mąż-żona, a także dotyczące poważnej choroby i związanych z nią moralnych rozterek.  

Klimat powieści jest na swój sposób magiczny i idealnie pasuje do tego typu mrocznych thrillerów. Frode Granhus bardzo plastycznie opisuje norweską przyrodę pełną lodowatych wód, surowych plaż i nadbrzeżnych skał. Bohaterowie są wykreowani niezwykle barwnie i różnorodnie, każda nawet epizodyczna, niewiele znacząca postać jest wyraźnie zarysowana, bardzo łatwo jest ją sobie wyobrazić. Autor świetnie poprowadził wszystkie wątki i połączył je w jedną spójną całość. Niezwykle przyjemnie czyta się takie powieści - są jak puzzle, a czytelnik co jakiś czas otrzymuje kolejny element układanki. Niektóre z nich od razu pasują i tworzą część rozwiązania, a inne to fałszywe tropy, mające na celu zmyłkę czytelnika i odrzucenie jego pierwszych wysnutych wniosków. Frode Granhus doskonale wyważył każdy z tych elementów i uraczył odbiorcę bardzo dojrzałą, dopracowaną historią z zaskakującym zakończeniem.

Podsumowując, polecam „Wir” wszystkim miłośnikom mrocznych thrillerów, jak i początkującym czytelnikom tego gatunku - ta powieść to świetna pozycja na rozpoczęcie z nim przygody! Frode Granhus gwarantuje kilka godzin niesamowitej rozrywki tą wciągającą bez reszty powieścią. Jeszcze raz zachęcam do sprawdzenia na własnej skórze talentu autora, a ja z niecierpliwością czekam na kolejne książki o sierżancie Rino.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Świat Książki!

1 komentarz:

  1. Nie czytałam jeszcze nic tego autora, a i ten gatunek nie jest mi tak dobrze jeszcze znany. Dam szansę tej książce, jak tylko będę miała okazję. To dobrze, że tak Cię ta historia wciągnęła. To znaczy, że to była dobra historia ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz i zapraszam ponownie :)