28 czerwca, 2016

Fobos - Victor Dixen

Autor: Victor Dixen
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
Ilość stron: 456

„Odmów... szepcze mi do ucha cichy głos. - Wiesz, że nie nadajesz się do tej misji z tym, co masz do ukrycia. Wiesz, że jeśli polecisz, będziesz cierpiała tak, jak jeszcze nikt dotąd nie cierpiał. Odmów w tej chwili...”

Kosmos, a w nim nasz Układ Słoneczny i planety od zawsze fascynowały ludzi, wywoływały miliardy pytań, wielką ciekawość, gdybanie, marzenia. Jest to temat niezwykle absorbujący i tak naprawdę nie do wyczerpania. Nic więc dziwnego, że wielu autorów zainspirowało się różnymi faktycznymi odkryciami, a także przypuszczeniami ludzi, co do różnych aspektów podróży w kosmos i postanowiło stworzyć na tej podstawie wiele mniej lub bardziej prawdopodobnych historii. Jedną z nich jest „Fobos” autorstwa Victora Dixena, czyli powieść o wyprawie na Marsa w odsłonie młodzieżowej z elementami reality show. Pewnie myślicie: kolejna książka o czerwonej planecie, znowu miłość w kosmosie, transmisje na żywo jak w popularnych „Igrzyskach śmierci”, no po prostu nic świeżego. Ale to zupełna pomyłka! Victor Dixen nie odgrzał kolejny raz tego samego kotleta, ale ubrał znane nam już motywy w zupełnie oryginalną, świetną fabułę.

Historia rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych. Prezydent Green zobowiązał się do wyciągnięcia kraju z ogromnego zadłużenia, sprzedaje więc wiele ważnych instytucji prywatnym spółkom. Fundusz inwestycyjny Atlas Capital wykupuje agencję NASA i postanawia znacząco przyspieszyć podbój kosmosu. Organizuje on wielką akcję, która zainteresuje cały świat i sprawi, że zyski z reklam niewyobrażalnie wzbogacą głównych pracowników. Owo przedsięwzięcie polega na wysłaniu na Marsa tuzina nastolatków - sześciu chłopców i sześć dziewcząt. Przez całą podróż, trwającą pięć miesięcy, odbywają randki, na których mogą lepiej się poznać, a po wylądowaniu na czerwonej planecie wezmą śluby i zamieszkają w specjalnie dla nich przygotowanych kopułach, gdzie spłodzą potomstwo i przyczynią się do kolonizacji. Cała wyprawa jest transmitowana na żywo na kanale Genesis we wszystkich miejscach na świecie. Ojczyzny uczestników zaciekle im kibicują, inni oglądają z nudów, jeszcze inni, aby zobaczyć o co tyle szumu, ale co najważniejsze - ogromne pieniądze z reklam wciąż zasilają konto Atlas Capital. Jak potoczą się losy uczestników? Z kim zechcą spędzić resztę swojego życia na Marsie?

W dzisiejszych czasach mnóstwo ludzi śledzi przeróżne, nawet najgłupsze reality show transmitowane w telewizji, choć w większości się do tego nie przyznają. Nie chcą potwierdzić, że oglądanie tego typu programów sprawia im przyjemność, daje relaks, a także nierzadko wywołuje mnóstwo emocji. Nawet zupełny przeciwnik owych produkcji, gdy natknie się na nie raz czy drugi, pozna występujące w nich postaci, przywiąże się do nich i gdy odcinek standardowo zakończy się cliffhangerem, będzie niecierpliwie oczekiwał kolejnego. Absurdalny na pierwszy rzut oka pomysł Victora Dixena nie wydaje się więc już tak nierealny, jeśli spojrzeć na to, co aktualnie osiąga dużą oglądalność. Tym bardziej, że Genesis zawiera elementy, które przyciągają naprawdę najróżniejszych odbiorców - od nastolatek marzących o wielkiej miłości, przez miłośników kosmosu i wszelkich nowinek naukowych, po patriotów kibicujących przedstawicielowi swojego kraju. 

Cała idea programu, jego przeznaczenie, kulisy produkcji - wszystko to jest przedstawione bardzo sensownie i logicznie. Ponadto, pomysł jest naprawdę świetny! Połączenie tak dużego wydarzenia naukowego z reality show o miłości ogromnie mi się spodobało. I nie myślcie sobie, że ta powieść głównie skupia się właśnie na relacjach między bohaterami i jest w gruncie rzeczy romansem. Absolutnie nie! Wątków jest tutaj od groma. Poza relacją z wydarzeń dziejących się w rakiecie, mamy także bardzo dużo sytuacji odbywających się na Ziemi. Nie brakuje motywów politycznych, mnóstwa sensacji, spisków, tajemnic, intryg. A mimo wszystko, łatwo jest się w tym odnaleźć, bo Victor Dixen doskonale łączy ze sobą wszystkie wydarzenia.

Sylwetki postaci są nakreślone świetnie - każda jest inna, charakterystyczna, nietypowa na tle bohaterów znanych nam już z innych młodzieżówek. Nastolatków należących do programu Genesis poznajemy tuż przed samym odlotem w kosmos, dlatego ich przeszłość i charaktery odkrywamy dopiero z rozmów na pokładzie Cupido. Leonor to jedna z głównych bohaterek, która jest narratorem wydarzeń dziejących się na statku i która zrobiła na mnie w tej części naprawdę dobre wrażenie. To typ artystki, wzrokowca, osoby wrażliwej nie tylko na piękno świata, ale także niezwykle pokrzywdzonej przez los. Wyprawa na Marsa jest dla niej szansą na lepsze życie. Zresztą tak samo jak dla reszty wybranych uczestników. Każdy z nich ma pewne tajemnice, bolesną przeszłość, którą wzajemnie między sobą odkrywają. Czytelnik z rosnącym zainteresowaniem śledzi ich randki i kibicuje swoim ulubionym parom. Niestety pojawia się tu także wszystkim nam znany trójkąt miłosny. Pozwolę sobie jednak obronić ten motyw w przypadku „Fobosa”, bo w przeciwieństwie do książek, gdzie dziewczyna jest pospolitą nastolatką i nagle dwóch niezwykle przystojnych chłopaków naraz chce ją zdobyć, to tutaj cały tuzin uczestników jest dobranych tak, aby wszyscy byli atrakcyjni, a w sytuacji, gdzie sześciu chłopaków musi dobrać się w pary z sześcioma dziewczynami, a ich randki trwają jedynie sześć minut - według mnie sytuacja, gdzie dana osoba spodoba się więcej niż jednemu rozmówcy, jest jak najbardziej możliwa. 

„Fobos” to bardzo intrygujący wstęp do kosmicznej serii. Mimo, że dzieje się tu naprawdę dużo, wątków jest masa, a akcja ciągle pędzi do przodu, to jest to tak naprawdę wprowadzenie do dużo ciekawszych wydarzeń, o czym przekonacie się na ostatnich kartach powieści. Polecam serdecznie, każdemu, kto ma ochotę na fascynującą podróż na Marsa w otoczeniu kamer z młodzieńczą miłością w tle. Czyta się przyjemnie i szybko, a historia wciąga czytelnika tak, że „Fobosa” nie da się odłożyć na półkę dopóki nie pozna się zakończenia.

Dziękuję!

2 komentarze:

  1. Właśnie lecę ją czytać :D Mam nadzieję, że się nie zawiodę, chociaż mam pewne obawy...

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czego się obawiać! Naprawdę świetna historia <3

      Usuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz i zapraszam ponownie :)