05 sierpnia, 2016

Dziewczyna z sąsiedztwa - Jack Ketchum

Autor: Jack Ketchum
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 340

„Są rzeczy, o których wiesz, że prędzej umrzesz, niż o nich komukolwiek powiesz.
Rzeczy, o których wiesz, że lepiej byłoby umrzeć niż je zobaczyć.
Ja je widziałem.”



Zło może przybierać różnorakie formy. Z wieloma z nich spotykamy się na co dzień. Mogą być czymś tak niewinnym, jak drobne kłamstwo czy kradzież, a mogą być też okrutnym morderstwem, gwałtem, czy molestowaniem fizycznym i psychicznym. Tak wiele teraz słyszy się w wieczornych wiadomościach o takich wydarzeniach, tak wiele czyta się o nich w internecie, w gazetach... a mimo to, ludzkie okrucieństwo nie przestaje nas zaskakiwać i przerażać. Bo właśnie tego każdy z nas boi się najbardziej. Nie wykreowanych przez jakiegoś autora potworów, fantastycznych postaci o groźnych mocach, nie wymyślnej czarnej magii, a nawet nie duchów i demonów. Najbardziej boimy się ludzi - istot tak różnorodnych, złożonych, o tak odmiennych od siebie umysłach i zamiarach. Nigdy tak do końca nie jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka i odkryć wszystkich jego myśli. Jest prawdopodobieństwo, że trafimy na osoby godne naszego zaufania, ale równie dobrze możemy spotkać na swojej drodze prawdziwe potwory w ludzkiej skórze...

To nieszczęście spotyka Meg - rudowłosą, piękną dziewczynę, która straciła oboje rodziców w wypadku samochodowym. Wraz z młodszą siostrą wprowadza się ona do domu swojej dalszej kuzynki Ruth, mieszkającej z trzema synami - Williem, Donny'm i Ralphem. Na początku swojego pobytu poznaje Davida - sąsiada i przyjaciela chłopców, z którym od razu nawiązuje nić porozumienia. Dziewczyna z każdym kolejnym dniem utwierdza się w przekonaniu, że kuzynka jej nienawidzi, a jej synowie ciągle jej dokuczają. Pewnego dnia, Meg postanawia postawić się chłopcom, czym rozpętuje prawdziwy koszmar. Ruth zaczyna znęcać się fizycznie i psychicznie nad obiema dziewczynkami, czując się bezkarna przez brak reakcji ze strony otoczenia i władz. Jej agresja wzrasta do tego stopnia, że zamyka Meg w podziemnym schronie, gdzie bije ją, przypala i bezustannie poniża, a pozwala na to również swoim synom oraz innym dzieciakom z sąsiedztwa. 

„To jest twoje Przekleństwo, rozumiesz? Przekleństwo Ewy. To słabość. Tutaj nas mają. Mówię ci. Kobieta jest niczym więcej jak tylko dziwką i zwierzęciem. Musisz to sobie uświadomić, musisz to zapamiętać. Po prostu wykorzystywana, rżnięta i ukarana.”

Szukacie książki, która kompletnie rozwali was emocjonalnie i sprawi, że będziecie równocześnie chcieli ją jak najprędzej odłożyć i o niej zapomnieć oraz czytać dalej, z zaintrygowaniem i niedowierzaniem przerzucając kolejne strony? W takim razie „Dziewczyna z sąsiedztwa” jest dla was. To historia, która tak niesamowicie odbija się na psychice, że czytelnik po jej lekturze nie jest już tą samą osobą. Książka dosłownie wbija w fotel i wprawia w autentyczne przerażenie i wściekłość. Tak, czytelnik złości się, bo jest zupełnie bezsilny, nie ma wpływu na zapisane wydarzenia, nie może pomóc, zareagować, a jest tylko biernym obserwatorem największego okrucieństwa, jakie można wyrządzić drugiemu człowiekowi. A często obojętność na dziejące się zło jest gorsza od samego zła.

Powieść napisana jest językiem niezwykle prostym, dosadnym, w sposób bezpośredni przekazującym owe straszne wydarzenia. Jack Ketchum nie próbuje załagodzić eufemizmami brutalnych aktów przemocy - wręcz przeciwnie - używa słów agresywnych, wyzywających, pełnych jadu i okrucieństwa. Momentami trudno sobie nawet wyobrazić to, jak człowiek, a w szczególności dziecko, jest w stanie pałać taką nienawiścią do innej osoby, być tak bezwzględnym i krzywdzącym w swoich słowach i czynach. Ta powieść ukazuje najmroczniejsze strony ludzkiej duszy, coś, co wzbudza w nas obrzydzenie, dezorientację i paraliżuje od środka. Inspiracja Ketchuma autentycznymi faktami tylko potęguje to wrażenie wewnętrznego rozbicia i niezrozumienia. Ta książka opowiada o wydarzeniach, które nigdy, ale to przenigdy nie powinny mieć miejsca. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jaką trudnością było ich spisanie, skoro czytanie wywołuje tak silne emocje. 

„Złość, nienawiść i samotność są niczym pojedynczy przycisk, czekający na palec, który poprowadzi człowieka do destrukcji.”

Sylwetki postaci nakreślone są bardzo prosto i konkretnie. Poznajemy je głównie poprzez ich czyny i wypowiedzi w teraźniejszości, natomiast niewiele wiemy o ich przeszłości. Większość z nich wzbudza w czytelniku wstręt. Ruth, główna sprawczyni wszystkich krzywd uwięzionej nastolatki jest bardzo nieprzewidywalną bohaterką. Czytelnik nie wie, co ma o niej sądzić, nie potrafimy do końca ocenić, co ta kobieta sobie myśli, co nią kieruje. Jej szaleństwo w żadnym razie nie jest wytłumaczeniem krzywd, które sprawia Meg, jednak potrafi wprawić w przerażenie i pełne napięcia oczekiwanie na jej kolejne nieprzewidywalne pomysły. Jednak to nie ona wprawia czytelnika w największy strach i oburzenie. Sprawiają to dzieci. Dzieci, które za przyzwoleniem Ruth, dołączają do sadystycznych zabaw. Kobieta je podpuszcza, zachęca, a one, zafascynowane nagłym posiadaniem władzy i wyższości nad koleżanką, wpadają na tysiące strasznych pomysłów. Jedynym, który nie przyłącza się do torturowania Meg, a tylko obserwuje, jest David - narrator. Nie ma odwagi ani chęci jej krzywdzić, ale mimo to patrzy, jak robią to inni i nikomu nie mówi o aktach przemocy w piwnicy. Jako bierny obserwator, w oczach czytelnika jest równie winny, co wszyscy inni oprawcy.

„Dziewczyna z sąsiedztwa” to powieść niezwykle ciężka i przeznaczona dla czytelników o mocnych nerwach. Historia w niej ukazana jest tak drastyczna i nieludzka, że nie da się wyrazić słowami tych wszystkich emocji, które targają mną po lekturze. Obrzydzenie? Niedowierzanie? Wstręt? Żadne z tych słów nie oddaje do końca moich uczuć. Powieść jest zdecydowanie warta poznania i polecam wam sięgnięcie po nią, mimo tego, a może właśnie dlatego, że tak rozwala czytelnika emocjonalnie.

Recenzja powstała we współpracy z księgarnia internetową BookMaster
BookMaster księgarnia internetowa

01 sierpnia, 2016

PRZEDPREMIEROWO! Eden. Nowy początek - Mia Sheridan

Autor: Mia Sheridan
Wydawnictwo: Septem
Ilość stron: 312
PREMIERA 03.08.2016

„Tego koszmarnego, tragicznego dnia odebrano nam niewinność. Odarto nas z nadziei. Ale ani ja, ani on nie wiedzieliśmy, jakie piętno wywarł ów dzień na drugim z nas. W odkrywaniu tego był smutek, ale i radość, że przeżyliśmy. Jakaś część mnie radowała się, a część opłakiwała przeszłość i przyszło mi do głowy, że może właśnie tak być powinno.”


„Eden. Nowy początek” to powieść zamykająca dylogię autorstwa Mii Sheridan, opowiadającą o wielkiej miłości Eden i Caldera, która narodziła się w bardzo niesprzyjających warunkach, bo w sekcie. Wydarzenia rozgrywające się w tym tomie mają miejsce kilka lat po ogromnej tragedii, która wydarzyła się w Akadii. Zarówno Eden, jak i Calder, próbują jakoś poukładać sobie życie po ucieczce. Każde z nich dopiero uczy się funkcjonowania w „Wielkiej Społeczności”, poznaje rzeczy i zwyczaje, o jakich wcześniej nawet nie słyszało. I mimo, że z każdym dniem radzą sobie coraz lepiej, poznają nowych ludzi, nawiązują z nimi relacje i rozpoczynają kariery zawodowe, to pod względem emocjonalnym są zupełnie rozbici. Każde z nich myśli, że to drugie nie żyje, przez co ich życie przypomina wegetację - brak w nim radości, uczuć innych niż tęsknota, żal i rozpacz. Los jednak okazuje się dla nich łaskawy i pewnego dnia powtórnie się spotykają. Co z tego wyniknie? Czy będą znów razem?

„To prawda, co powiedziałam kiedyś o gwiazdach - że niektóre rzeczy lepiej widać w świetle... a niektóre łatwiej dostrzega się w ciemności. Bo gdzieś w mrokach tamtej nocy Calder przytulił mnie i zgodziliśmy się, milcząco i w słowach, że świat jest ohydny i zły,, a miłość - niedorzecznie ryzykowna i absurdalnie niebezpieczna... ale że będziemy kochać i tak. Że nie zamkniemy przed są naszych odważnych, wrażliwych serc. Było to naiwne, nierozsądne i słuszne. I było to najdzielniejsze, co kiedykolwiek uczyniliśmy.”

Drugi tom tej wyjątkowej historii miłosnej podobał mi się niemal tak bardzo, jak pierwszy. Tym razem akcja rozgrywa się w zwyczajnym miasteczku, wśród realiów, które każdy z nas zna ze swojej codzienności. Bohaterowie muszą nauczyć się żyć na nowo, co nie jest łatwe, kiedy od dziecka widzieli na oczy tylko nieco ponad setkę ludzi, prysznic był rarytasem, jedzenie pochodziło tylko i wyłącznie z upraw rolnych, a ich pojęcie o jakiejkolwiek elektronice jest zerowe. Życie w sekcie zabrało im nie tylko cenne lata młodości, ale także ich prawdziwe tożsamości, które teraz starają się odkryć. Fabuła skupia się głównie na ich próbach ułożenia sobie życia, odkrycia kim tak naprawdę są, a także na odnalezieniu odpowiedzi na dręczące ich pytania i wątpliwości dotyczące Akadii. Akcja, w przeciwieństwie do końcowych rozdziałów pierwszego tomu, płynie niespiesznie, ale mimo to powieść wcale nie jest nudna. Brak sensacyjnych, dynamicznych wydarzeń, zastępuje niesamowity natłok emocji, bardzo dobrze skrojone portrety psychologiczne postaci i przepiękne refleksje bohaterów, mówiące o ich uczuciach i tęsknotach.  

„- Nasze serca oplata sieć rzeczy, które cenimy, których potrzebujemy, które sprawiają, że jesteśmy sobą. Ale może... może dopiero wtedy, gdy coś złamie nam serce, te rzeczy mogą trafić do wnętrza samej naszej istoty. Może dopiero wtedy rzeczy te stają się prawdziwą częścią nas. Dopiero wtedy potrafimy prawdziwie zrozumieć i ujrzeć cierpienie innych, bo sami go doświadczyliśmy. Bo za sprawą bólu staliśmy się lepsi, wrażliwsi. Może właśnie taki jest sens istnienia bólu.”

„Eden. Nowy początek” różni się od swojej poprzedniczki umiejscowieniem fabuły, zwolnieniem tempa akcji, a także mniej w niej tego elementu grozy, mroku, zaciekawienia, które towarzyszyły mi przy czytaniu pierwszego tomu. Mimo wszystko, Mia Sheridan potrafi zaskoczyć czytelnika, jeśli chodzi o rozwiązanie niektórych wątków, a sposób, w jaki kreuje i opisuje ona uczucie łączące głównych bohaterów, jest naprawdę mistrzowski. Emocji jest niesamowicie dużo - zarówno na kartach powieści, jak i w sercu czytelnika, który zdążył już przywiązać się do bohaterów i kibicuje im z całych sił. Polecam serdecznie sięgnięcie po tę dylogię, bo całość jest naprawdę niesamowita. Jeśli nie znacie jeszcze Mii Sheridan to wiedzcie, że wiele tracicie!

Dziękuję!