18 marca, 2017

Magnus Chase i Bogowie Asgardu. Miecz Lata - Rick Riordan


Autor: Rick Riordan
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 520

„Mity to w istocie opowieści o prawdzie, o której zapomnieliśmy.” 





Wielu pisarzy w swoich utworach odwołuje się do znanych mitologii świata. Stanowią one w końcu ogromne źródła inspiracji, dające fantastyczne podstawy do budowania świata przedstawionego i intrygującej fabuły. Ja sama najczęściej spotykam się w książkach z elementami mitologii greckiej i nieco rzadziej rzymskiej. Ostatnio po raz pierwszy natknęłam się na mitologię nordycką - i co to było za spotkanie! Mam tu oczywiście na myśli powieść Ricka Riordana - „Magnus Chase i Bogowie Asgardu. Miecz Lata”, czyli pierwszy tom znakomicie zapowiadającej się serii tego poczytnego autora. 

Tytułowy bohater, Magnus Chase, jest dosyć nietypowym nastolatkiem. Nigdy nie poznał swojego ojca, a samotnie wychowująca go matka zginęła przed dwoma laty w okrutnych okolicznościach - do mieszkania jej i syna wpadły dwa groźne wilki i zamordowały kobietę, która poświęciła się, aby ratować Magnusa. Jemu udało się uciec i od tamtej pory mieszka na ulicy. Dzięki swojemu sprytowi i inteligencji całkiem nieźle sobie radzi, chociaż w jego życiu rządzi rutyna. Pewnego dnia ma się to jednak zmienić - Magnus dowiaduje się bowiem, że ktoś usilnie stara się go znaleźć. Tym człowiekiem okazuje się być wuj Randolph, przed którym matka zawsze ostrzegała chłopca. Magnus postanawia sprawdzić po co jest potrzebny krewnemu i tym samym pakuje się w spore kłopoty. Randolph zaczyna bredzić o skandynawskiej historii i domniemanym przeznaczeniu chłopaka. Brzmi to jak bełkot szaleńca, jednak Magnus szybko przekonuje się, że jego wuj miał rację. W jego życie wkracza magia i związane z nią niebezpieczeństwa, dzieją się rzeczy, których nie da się wytłumaczyć racjonalnie, a chłopiec ma przed sobą poważną misję - ocalić świat przed nadejściem Sądnego Dnia. 

„Niepotrzebnie zabity, niedobrze wybrany 
Bohater - Walhalli nie zamkną go ściany. 
W dziewięć dni na wschód słońcu powędrować pora, 
Zanim Miecz Lata z więzów uwolni potwora.” 

Rick Riordan to autor, który ma na swoim koncie już mnóstwo popularnych książek dla młodzieży, a w większości z nich dużą rolę odgrywa właśnie mitologia. „Magnus Chase i Bogowie Asgardu. Miecz Lata” to dla mnie pierwsze spotkanie z jego twórczością i wreszcie wiem skąd te wszystkie zachwyty czytelników - proza Riordana jest po prostu znakomita! Fabuła „Miecza Lata” jest wielowątkowa i mocno zakręcona - mamy podróżowanie na granicy życia i śmierci, walki z Ognistymi Olbrzymami, poszukiwanie atrybutów bogów, przeskakiwanie między dziewięcioma nordyckimi światami, czarowanie za pomocą run, konkursy krasnoludów, wspinaczkę po Drzewie Życia, starcie z ogromną, szaloną wiewiórą i lot na ogromnym ośmionożnym koniu. A to tylko kilka przykładów tego, co rozgrywa się na kartach tej powieści! Historia jest więc niezwykle bogata i barwna, a mimo to zachowuje spójność i logicznie łączy wszystkie wątki w jedną całość.

„Super. Moim tatą jest nieważny bóg, który hasa sobie po lasach. Zapewne odpadł wcześnie w ostatniej edycji Tańca z bogami.” 

Przyznam, że początek książki nie należy do najłatwiejszych i chwilkę zajmuje wdrożenie się w historię i przywyknięcie do jej szybkiego i dynamicznego tempa, jednak po kilkudziesięciu stronach problem znika i całym sobą wsiąka się w świat nastoletniego bohatera. Rick Riordan na tych kilkuset stronach przedstawia czytelnikowi przekrój niemal całej nordyckiej mitologii, zgrabnie wplatając jej postaci, czy inne elementy w fabułę. Nie brakuje mu przy tym wspaniałego poczucia humoru, które skradło moje serce i znacząco podniosło atrakcyjność tej historii w moich oczach. Kreacja bohaterów także robi niemałe wrażenie, bo każdy z nich jest nietypowy, kolorowy i ma w sobie coś wyjątkowego - nawet jeśli mówimy o postaciach drugoplanowych, mniej istotnych dla przebiegu fabuły.

„- Co to jest za zwierzę, które mam jeść?
Sam otarła usta wierzchem dłoni.
- Ma na imię Saehrimnir.
- Dobra, pierwsza sprawa: kto nazywa kolację? Nie mam ochoty wiedzieć, jak ma na imię moja kolacja. Ten ziemniak...
czy ten ziemniak ma na imię Steve?
Przewróciła oczami.
- Nie, głupku. To jest Phil. Steve to chleb.” 

„Miecz Lata” to dla mnie świetne rozpoczęcie przygody z twórczością Ricka Riordana i jednocześnie znakomity początek serii o przygodach nastoletniego Magnusa Chase'a. Powieść jest typowo rozrywkowa, według mnie skierowana do nastolatków i zdystansowanych dorosłych, nie bojących się rozbudowanych, szalonych, barwnych historii. Książka jest świetna na oderwanie się od rzeczywistości, a zarazem stanowi fajne źródło wiedzy o nordyckiej mitologii. A jak wiadomo, nie ma nic lepszego niż nauka przez rozrywkę, dodatkowo okraszoną wspaniałym humorem, dlatego serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tę powieść.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Galeria Książki

15 marca, 2017

PREMIEROWO: Syreny - Joseph Knox


Autor: Joseph Knox
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 440

„Ludzie mają wiele twarzy, ale nie tak łatwo je wszystkie dostrzec.”





Syreny zawsze kojarzyły mi się z fantastycznymi postaciami z bajek, czy mitów, które zamiast nóg posiadają rybi ogon, a zamiast płuc skrzela i żyją pod wodą. Te skojarzenia były bardzo pozytywne w porównaniu z nowymi, których dostarczył mi swoim debiutem Joseph Knox. W jego pierwszej powieści tytułowe Syreny to piękne, młode kobiety, które można spotkać w nocnych klubach. Nie przychodzą tam jednak szukać dobrej zabawy, czy znajomości, ale mają konkretne zadanie - sprzedają bilety do piekła, czyli heroinę i ecstasy.

W łaski Syren musi wkupić się detektyw Aiden Waits, który sam ma za sobą mroczną przeszłość. Przez swoje dawne błędy może stracić odznakę, a jedynym ratunkiem jest zostanie wtyczką wśród narkotykowych dilerów - co też czyni. Dodatkowym zadaniem okazuje się odszukanie zaginionej nastoletniej córki ważnego polityka, która ponoć znajduje się pod opieką Syren. Detektyw trafia do świata pięknych kobiet i brutalnej mafii, gdzie krok po kroku dochodzi do bardzo niewygodnej prawdy. 

„Zacząłem pracować na cmentarnej zmianie, mając romantyczną wizję nocnego życia, którą rzeczywistość szybko zweryfikowała. Nie wiedziałem o wampirach, dilerach wychodzących tylko nocą, i nie mógłbym wam nic powiedzieć o gangach - o tym, który co sprzedawał i jak można je było odróżnić. Bez trudu rozpoznawałem tylko ludzi śmiechu. Nazywano ich tak z powodu dwucentymetrowych blizn w kącikach ust. Okaleczali ich dilerzy, znakując w ten sposób tych, którzy spóźnili się z zapłatą albo za bardzo pyskowali.”

Joseph Knox umiejscowił akcję swojej powieści w Manchesterze, czyli mieście, w którym się wychowywał. Jego doświadczenie w pracy w lokalnych barach i pubach pozwoliło mu na poznanie ciemnej strony przemysłu owego miasta, co fantastycznie wykorzystał w swoim debiucie. „Syreny” to bowiem książka przepełniona mrocznym, ciężkim klimatem, tajemnicami i zagadkami, których czasami lepiej nie wyciągać na światło dzienne. To niecodzienny kryminał, zgłębiający świat dużych organizacji dilerskich, brutalnych porachunków między gangami, a także haniebnej i niebezpiecznej działalności klubów i barów.

Aiden Waits to postać od początku do końca bardzo zagadkowa dla czytelnika. Detektyw z mroczną przeszłością i skłonnością do używek, który poświęca cały swój czas na węszenie w bardzo niebezpiecznym środowisku. Mężczyzna wsiąka w ten świat całym sobą i poświęcając się dla sprawy, wielokrotnie mocno na tym cierpi. Autor ani przez moment go nie oszczędza, a mimo to, on zacięcie pakuje się w kolejne kłopoty. To postać tajemnicza, ale także wzbudzająca w czytelniku swego rodzaju podziw i szacunek, przez to jak wiele poświęca i jak sprytna i inteligentna się okazuje. Wywiązuje się również dobrze ze swojej roli detektywa, bo doprowadza sprawę do końca pomimo wielu pokus i ostrzeżeń.

„[...] sprzedawali najgorszy towar, jaki można sobie wyobrazić. Smołę. Wypalała ludzi od środka. Sutty mówił, że widział nawet ćpunów drążących jaskinie we własnym ciele. Otwierali sobie jedną żyłę w ręce i nie dopuszczali do tego, żeby rana się zagoiła. Skóra wokół wypiętrzała się jak rozdziawione, wydęte usta.”

„Syreny” to dla mnie pierwsze spotkanie z kryminałem urban noir i jednocześnie bardzo udane. Było to dla mnie coś nowego, świeżego i bardzo intrygującego. Tutaj głównej roli nie odgrywa po prostu zaginięcie młodej dziewczyny, ale na pierwszy plan wysuwa się mroczny obraz miejskiego półświatka, w którym rządzą potężni dilerzy, rozprowadzający swój towar za pośrednictwem pięknych kobiet. Nie jest to książka łatwa i przyjemna, bo zawiera mnóstwo scen okrutnych, brutalnych i wręcz ohydnych, ale mimo to stanowi znakomitą rozrywkę i potrafi porwać czytelnika. Styl Knoxa jest ciekawy, akcja bardzo dynamiczna, a fabuła zajmująca. Polecam serdecznie i niecierpliwie czekam na kolejne książki autora. 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Otwartym

11 marca, 2017

Za zamkniętymi drzwiami - B.A. Paris


Autor: B.A. Paris
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 304

Perfekcyjna para?
Doskonałe małżeństwo?
Czy IDEALNE KŁAMSTWO?





Dzieci mają bardzo rozległą wyobraźnię i potrafią uroić sobie wiele niemożliwych rzeczy - jak choćby osławionego potwora pod łóżkiem, czy duchy z opowieści swoich kolegów i koleżanek. Ja również taka byłam i tak samo bałam się postaci, których sylwetki rysowały się tylko i wyłącznie w mojej głowie. Dorośli powtarzali mi wówczas, że nie należy bać się zmarłych, ale żywych. Wtedy nie mogłam tego pojąć, bo zjawy, czy żywe trupy z filmów i innych źródeł wydawały mi się najstraszniejszym koszmarem. Z czasem jednak zaczęłam rozumieć, co te słowa tak naprawdę oznaczają i jak bardzo odzwierciedlają rzeczywistość. Bo choć jest to absurdalne i przerażające, to faktycznie największymi potworami są ludzie. I niestety często bywa tak, że potrafią ukrywać swoją prawdziwą naturę, na którą nabrać potrafi się nie tylko ufne dziecko, ale także człowiek dorosły.

W powieści „Za zamkniętymi drzwiami” na początku poznajemy pewne małżeństwo - Jacka i Grace, których związek wydaje się być idealny. Mają oni przepiękny dom, Jack jest cenionym prawnikiem, Grace pełni rolę gospodyni domowej, a w towarzystwie para nie odstępuje się na krok. Można by pomyśleć, że łączy ich tak wyjątkowo silna więź, że wprost nie mogą się od siebie oderwać, jednak są rzeczy, które budzą wątpliwości odnośnie ich perfekcyjnego wizerunku. Grace przyrządza wspaniałe wystawne kolacje dla wspólnych przyjaciół jej i Jacka, ale pomimo jej talentu kulinarnego, nie widać, żeby spędzała w kuchni dużo czasu, bo jest wręcz wychudzona. Zaproszeń na lunch z koleżankami odmawia, nie zjawia się w umówionym miejscu, bądź przychodzi razem z Jackiem. Nigdzie nie porusza się samodzielnie, a we wszystkich oknach na parterze widnieją kraty. Jak tak naprawdę wygląda małżeństwo głównych bohaterów? Co dzieje się za zamkniętymi drzwiami?

„Odwróciłam się, by ukryć łzy wstydu i upokorzenia. Nie mogłam pogodzić się z myślą, że jego uroda tak bardzo kontrastuje ze szpetotą jego duszy. Skoro potrafił oszukać mnie, sprawić, bym choć na chwilę zapomniała o wszystkim, co o nim wiem, to jak zdołam kiedykolwiek przekonać innych ludzi, że jest wilkiem w owczej skórze?”

Już po samym opisie fabuły książki możemy się domyślić, że historia będzie mroczna i trudna do przełknięcia dla wrażliwych czytelników. Nie sposób się z tym nie zgodzić po lekturze. Na początku powieści rysuje się obraz idealnego małżeństwa, kochającego, pełnego troski i kompromisów. Wszystko wydaje się być tak perfekcyjne, że aż niemożliwe - i faktycznie, coś w tym jest. Już od pierwszych stron czuć atmosferę niepokoju, sztuczności, czuć, że coś wisi w powietrzu. B.A.Paris znakomicie stopniuje napięcie, prowadząc czytelnika na przemian przez rozdziały dotyczące teraźniejszości i te opowiadające o przeszłości, kiedy Grace dopiero co poznawała Jacka. Powieść jest na tyle absorbująca i ciekawa, że nie sposób się od niej choćby na chwilę oderwać, bo czuje się wręcz obowiązek bycia przy głównej bohaterce i poznania w całości jej tragicznej historii.

Wątków jest tutaj mało, a główny filar fabuły stanowi właśnie sytuacja Grace i to, jak zmieniał się jej związek z Jackiem. Jest to na tyle interesująca sprawa, że ów minimalizm w całej historii jest całkowicie im plus. „Czasem mniej znaczy więcej” ma w tej powieści swoje odzwierciedlenie. B.A. Paris skonstruowała fantastyczną intrygę, której finał zrobił na mnie niemałe wrażenie. Rozwiązania wątków są błyskotliwe, portrety psychologiczne postaci barwne i bogate, a całość niezwykle spójna i logiczna, przez co ciężko uwierzyć, że ta książka jest debiutem. A samo zakończenie było dla mnie niezwykle emocjonalne i wzruszające.

„Za zamkniętymi drzwiami” to powieść świetna w swoim gatunku. Jestem pewna, że nie raz i nie dwa do niej wrócę i zazdroszczę wszystkim, którzy jeszcze tej historii nie poznali i mają szansę przeżywać ją „na świeżo”. To nie tylko książka rozrywkowa, o wciągającej fabule i nietuzinkowej intrydze, ale także źródło wiedzy, refleksji i historia niosąca ze sobą bardzo istotny morał. Mówi on o tym, żeby bacznie przyglądać się ludziom dookoła i nie być obojętnym na rzeczy, które budzą naszą wątpliwość, czy niepokój. Zawsze powinniśmy w jakiś sposób postarać się pomóc, jeśli tylko jest to możliwe. Sami często kierujemy się emocjami w osobistych relacjach i nie zawsze potrafimy wyczuć drugiego człowieka, a co za tym idzie, może on okazać się kimś zupełnie innym, co zostanie z czasem zweryfikowane przez życie. Łatwo popełnić taki błąd jak Grace, dlatego warto mieć się na baczności, ale przede wszystkim nie być głuchym na krzywdę innych.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros

07 marca, 2017

Inspirująca historia młodej władczyni (Pieśń królowej - Elizabeth Chadwick)

Autor: Elizabeth Chadwick
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 448

„Uśmiech Alienor nie sięgnął oczu, bo „wszystko” jest mieczem obosiecznym. Mieć wszystko to mieć znacznie więcej do stracenia.”



Bardzo cenię sobie książki, które potrafią mnie zainspirować i wpłynąć w pewnym stopniu na moje poglądy. Taką właśnie lekturą okazała się „Pieśń królowej”, która opowiada o losach Eleonory Akwitańskiej - kobiety niezwykle silnej, mądrej i wykształconej, która pozostawiła po sobie znaczący ślad na kartach historii. Jej postać budzi mnóstwo emocji i stanowi wzór dla wielu kobiet późniejszych epok - od teraz także i dla mnie.

Alienor poznajemy kiedy ma trzynaście lat - jest więc jeszcze dziewczynką, ale w bardzo niedalekiej przyszłości ma zostać królową. Jej ojciec w 1137 roku umiera, a ona zostaje zmuszona do poślubienia następnego króla Francji - Ludwika - chłopca zaledwie dwa lata starszego od niej. Alienor musi błyskawicznie dojrzeć do roli żony i władczyni, co okazuje się zadaniem tym trudniejszym, że jej mąż okazuje się być niezwykle podatnym na wpływy, lekko niezrównoważonym i dewocyjnie pobożnym mężczyzną. Jej najważniejszym zadaniem staje się urodzenie dziedzica. Nie pomaga jej w tym brak wsparcia ze strony małżonka i pobłażliwe spojrzenia dworzan po kolejnych nieudanych próbach. Alienor nie zapomina w tym wszystkim o własnych marzeniach i aspiracjach, a także nieustannie dba o dobro swojej ojczystej Akwitanii.

„Pieśń królowej” to obejmująca kilkanaście lat historia kobiety niezwykłej, obdarzonej wielkim hartem ducha, odwagą oraz niezwykłą determinacją i sprytem. Postać Eleonory przedstawiona przez Elizabeth Chadwick robi niemałe wrażenie na czytelniku, a jej losy poznaje się z rosnącą ciekawością. Autorka barwnie i obrazowo oddała ówczesną epokę, w efektowny sposób urozmaiciła historię wieloma wątkami, obfitującymi w dworskie flirty i intrygi. Przeszłość ciągle i niezmiennie fascynuje ludzi, a ukazana w taki sposób - ciekawie, z polotem, okraszona sekretami i zgłębiająca codzienność jednej z najbardziej wpływowych postaci swojej epoki - stanowi fantastyczne źródło wiedzy, a zarazem rozrywki. Elizabeth Chadwick pisze bardzo przyjemnym stylem, który łączy w sobie przystępność z niezwykłą płynnością i emocjonalnością. Autorka ma wielki dar opowiadania historii, przez co jest ona łatwa w odbiorze i jednocześnie znakomicie zachowuje klimat epoki.

Sylwetki bohaterów są w całości stworzone na podstawie rzetelnych źródeł historycznych, dlatego zachowują swoją autentyczność. Autorka nie tylko realistycznie oddaje wygląd i charakter postaci, ale dodatkowo odsłania przed czytelnikiem mało znane fakty z ich życia. Z zainteresowaniem śledzimy losy młodej królowej, to, jak dojrzewa do swojej roli, jak radzi sobie z problemami małżeńskimi i jak stara się ze wszystkich sił spełnić swoje zadanie urodzenia dziedzica. Elizabeth Chadwick wprowadza czytelnika w świat surowej polityki, często niesprawiedliwych osądów i wyzutych z uczuć małżeństw. Pod wieloma względami nie jest to lektura łatwa, bo wielokrotnie czytelnik odczuwa wewnętrzny sprzeciw, dotyczący zasad i przekonań, panujących w tamtych czasach. Z drugiej jednak strony jest to też pozytywna powieść o niezwykłej kobiecej sile, determinacji i heroizmie.

„Pieśń królowej” to powieść, która z pewnością okaże się inspirującą lekturą dla wielu kobiet. Postać Eleonory Akwitańskiej okazała się być jeszcze ciekawszą dzięki kreacji stworzonej przez Elizabeth Chadwick i naprawdę warto zapoznać się z jej historią. Pozwólcie przenieść się autorce do dwunastego wieku i w niezwykle przyjemny sposób poznać kolejną kartę historii - nie zawiedziecie się.

Tekst jest oficjalną recenzją dla portalu LubimyCzytać :)

05 marca, 2017

Już mnie nie oszukasz - Harlan Coben

Autor: Harlan Coben
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 416

„Kłamstwa nigdy nie umierają. Możesz chwilowo je zatuszować, jednak zawsze znajdą sposób, aby znów się ujawnić.”



Harlan Coben to ceniony pisarz powieści kryminalnych i thrillerów. Na rynku ukazało się już kilkadziesiąt jego książek, a każda z nich cieszy się dużą popularnością wśród czytelników i ich dobrymi opiniami. Wielokrotnie byłam namawiana do sięgnięcia po jego twórczość i całe szczęście, że wreszcie znalazłam ku temu sposobność. Stało się to za sprawą wydawnictwa Albatros i wydanej przez nie w lutym najnowszej powieści Cobena, a mianowicie - „Już mnie nie oszukasz”.

Główną bohaterką książki jest Maya Stern, była oficer sił specjalnych, która niedawno wróciła do domu i swojej dwuletniej córeczki z misji w Iraku. Któregoś dnia koleżanka namawia ją do zamontowania w domu ukrytej kamery, która pozwoli jej na monitorowaniu pracy niani i zapewni większe bezpieczeństwo jej dziecku. Początkowo nic nie budzi podejrzeń Mai, jednak na którymś z kolei nagraniu dostrzega coś, co absolutnie nie powinno mieć miejsca. Na ekranie oprócz córki i niani dostrzega mężczyznę, który wygląda jak Joe, jej mąż. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że Joe został zamordowany dwa tygodnie wcześniej... Maya jest zupełnie zbita z tropu i nie wie, co ma o tym wszystkim myśleć. Czy to halucynacje typowe dla stresu pourazowego, czy tylko wyobraziła sobie Joe'go? A może ktoś z nią pogrywa i manipuluje przy kamerze w jej domu? Pozostaje jeszcze trzecia opcja... czy jej mąż jakimś cudem przeżył? Upozorował swoją śmierć? Kobieta musi odkryć prawdę i raz na zawsze rozprawić się ze swoją mroczną przeszłością.

„Podobno nigdy nie można z góry powiedzieć, jak ktoś zareaguje, gdy upadnie granat. To zawsze jest niewiadoma. Stoisz ze swoimi towarzyszami broni i nagle u waszych stóp upada granat. Kto ucieknie? Kto się uchyli? Kto skoczy na granat, żeby się poświęcić? Możesz próbować to przewidzieć, ale dopóki granat rzeczywiście nie nadleci, nie masz zielonego pojęcia.”

„Już mnie nie oszukasz” to dla mnie niezwykle udane rozpoczęcie przygody z twórczością Harlana Cobena. Ma wszystko to, co powinien posiadać dobry thriller - ciekawą fabułę z genialnie zaplanowaną i poprowadzoną intrygą, a zarazem obfitą w różne dodatkowe wątki obyczajowe, fajnie stopniowane napięcie, wiele zwrotów akcji i zaskoczeń, a także intrygujących bohaterów, których kreacje pełne są niedopowiedzeń i tajemnic. Dodatkowo historia napisana jest dynamicznie i porywająco, przez co książkę czyta się błyskawicznie. Nie zabrakło także spektakularnego zakończenia, którego przewidzenie jest prawie niemożliwe. Nie można w tym wszystkim odmówić tej historii autentyczności, bo wszystkie obecne w niej zdarzenia mogłyby naprawdę mieć miejsce. Autor nie kreuje fantazyjnych scenariuszy, a całość jest logiczna i przemyślana. 

Główna bohaterka to postać bardzo ciekawie wykreowana - od początku do końca nieodgadniona dla czytelnika, pełna sekretów i niedopowiedzeń. Ciężko zapałać do niej sympatią, bo sprawia wrażenie osoby nieco wycofanej, skrytej i nieufnej. Z drugiej jednak strony wzbudza w czytelniku współczucie ze względu na jej trudną sytuację - zamordowano jej siostrę, męża, a poprzez skandal, jaki wywołała w swojej pracy, odczuwa wyrzuty sumienia, które nie dają jej spać po nocach. To razem z nią krok po kroku dowiadujemy się nowych rzeczy i dochodzimy do rozwiązania zagadki, dlatego siłą rzeczy się do niej przywiązujemy. Inne postaci również prezentują się bardzo ciekawie i nie zawsze łatwo jest odkryć ich prawdziwe zamiary. 

Harlan Coben skonstruował intrygę, która jest wielopoziomowa, dosyć skomplikowana i trudna do rozszyfrowania na pierwszy rzut oka. Dużą rolę odgrywają tutaj zdarzenia i tajemnice z przeszłości, które po wielu latach wychodzą na światło dzienne. Czytelnik zostaje wrzucony w sieć kłamstw, spisków i sekretów. Podczas lektury tworzy własne scenariusze zdarzeń, które wielokrotnie ulegają zmianie, kiedy autor odkrywa przed nim kolejną kartę, a ta zdaje się nie pasować do poprzednich. „Już mnie nie oszukasz” to powieść świetna w swoim gatunku. Jeśli jeszcze nie mieliście tej przyjemności to serdecznie zachęcam do lektury! 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros